Analiza sytuacji geopolitycznej 2019

Analiza oparta jest na procentowym udziale sterowniczym poszczególnych krajów na podstawie metody opracowanej przez Józefa Kosseckiego opisanej w pracy “Cybernetyka społeczna”. Dane na których opiera się niniejsza analiza jak i poprzednia zostały wyliczone przez ICAS (Tomasz Banyś) i pochodzą z tabeli ze strony ICAS:

proc ster miedzy.png

W 2018 roku Chiny osiągnęły 0,5 udziału całego NATO, skutkiem czego była wojna celna USA-Chiny. Zanim jednak rywalizacja między tymi mocarstwami przejdzie do następnego etapu USA będą musiały się zająć inną sprawą. Niemcy dążą bowiem do dużo ściślejszej integracji Europejskiej czyli budowy tzw. superpaństwa europejskiego ze wspólną armią włącznie. Proces ten może bardzo przyśpieszyć po zmaterializowaniu się brexitu. Oznaczałoby to rozpad NATO na dwie części: UE i państwa anglosaskie. W 2018 roku UE bez Wielkiej Brytanii dysponowała udziałem 20,68%, a kraje anglosaskie: 20,83%. Ewentualny sojusz UE+Chiny mógłby już 2019 roku narzucać swoją wolę anglosasom, jeśli ci nie zyskaliby dodatkowych sojuszników (Rosji lub Japonii). Dlatego zajęcie się sprawami UE jest dla USA pilniejsze niż rywalizacja z Chinami.

Decyzja Donalda Trumpa ogłoszona 5.11.2018 o zwolnieniu z sankcji na Iran na pół roku ośmiu państw: Chin, Tajwanu, Japonii, Korei Płd., Indii, Turcji, Włoch i Grecji wskazuje, że walka z Chinami zostaje odroczona o co najmniej pół roku. Oznacza to, że punkt kulminacyjny w rywalizacji z Chinami – czyli odcięcie Chinom dostępu do kluczowych surowców, a konkretnie ropy – zostaje przesunięty o pół roku, a może nawet nieco dłużej. Za to celem na obecny czas, będzie walka z Niemcami. Przyczyną takiego obrotu sprawy jest prawdopodobnie chęć Niemiec do stworzenia superpaństwa europejskiego. Gdyby Niemcom udało się zintegrować UE w jeden organizm mówiący jednym głosem, mielibyśmy następujący układ sił (wg danych na 2018 rok): UE: 20,68%, Chiny: 20,62%, USA: 15.17, kraje anglosaskie (USA+Wielka Brytania+Kanada+Australia): 20,83%. Ponieważ udział Chin ciągle rośnie, to ewentualny sojusz UE+Chiny miałby już w 2019 ponad dwukrotną przewagę nad anglosasami i ci musieliby liczyć na sojusz z Japonią lub Rosją aby nie stać się wasalem Chin lub UE. Niemcy nie będą więc sojusznikiem USA w walce z Chinami, a i plan USA wydaje się wyglądać następująco: stworzyć Niemcom problemy wewnątrz UE, tak aby Niemcy ani cała UE nie mogły się opowiedzieć po stronie Chin, a po ewentualnym zwycięstwie nad Chinami państwa UE stały się wasalami zwycięzców nad Chinami. W tym momencie sumaryczny udział państw UE w procesach sterowania międzynarodowego wynosi 20,68%. Przydzielenie tak dużej strefy wpływów Niemcom, które posiadają jedynie 6,1% jest sprzeczne z interesem Stanów Zjednoczonych. Zwolnienie z sankcji Włoch i Grecji, to próba dodania tych dwóch krajów do państw trójmorza. Sumaryczny udział państw zwolnionych z sankcji łącznie z udziałem USA wynosi 55,1% czyli ponad 50%. W istocie sankcje nałożone na Iran są sankcjami nałożonymi na kraje niezwolnione czyli przede wszystkim na UE z pominięciem Włoch i Grecji. Sumaryczny procent sterowania międzynarodowego na podstawie wyników ICAS dla państw trójmorza+ Włochy+Grecja wynosi w roku 2018 około 6.6%. (Trudno dokładnie policzyć, ze względu na brak danych o udziale krajów nadbałtyckich w tabelach ICAS).

Cała UE bez Wielkiej Brytanii dysponuje udziałem około 20,6%. Zatem pozostałe kraje UE stanowią około 14%. Nie mają więc one wyraźnie większego udziału niż dwukrotność udziałów krajów trójmorza+ Włochy+Grecja, więc nie mogą tym krajom łatwo narzucać swoją wolę. Zamieszki we Francji i innych krajach są również objawem tego, że następuje tworzenie problemów wewnątrz UE, które są w interesie USA. Jeżeli spojrzymy na sprawy makroekonomiczne możemy zaobserwować nakładanie ceł przez USA na Chiny, Unię Europejską i kilka innych krajów. Ponieważ USA ma duży deficyt w handlu zagranicznym, kraje te nie są w stanie poprzez nakładanie na USA ceł zaszkodzić gospodarce Stanów Zjednoczonych równie mocno jak im zaszkodzą Stany Zjednoczone. Kryzys finansowy w 2009 roku nie wpłynął zauważalnie na zmianę udziałów w procesach sterowania międzynarodowego najsilniejszych państw. Nawet jeśli USA wywołają kryzys silniejszy, to wydaje się nierealne aby udało się w ten sposób zatrzymać wzrost udziałów Chin w procesach sterowania międzynarodowego. Jak już pisałem w roku 2015 tutaj: https://damiankmiotek.wordpress.com/2018/01/24/cybernetyczna-analiza-mechanizmow-polityki-pienieznej/, istnieją bardzo poważne przesłanki oparte na cybernetyce społecznej, by sądzić, że następny kryzys gospodarczy będzie znacznie głębszy od poprzedniego. Wprowadzenie ceł z jednoczesnym podnoszeniem stóp procentowych wydają się być bodźcami, które mają wywołać ten kryzys w najbliższych miesiącach. Zauważmy, że podnoszenie stóp procentowych, to w istocie hamowanie popytu u amerykańskich konsumentów na towary pochodzące zarówno z USA jak i spoza USA. Wprowadzenie ceł, to hamowanie popytu na towary spoza USA, a zwiększenie popytu na towary z USA. Obydwa te działania powinny doprowadzić do załamania popytu na towary spoza USA, przy jednoczesnym znikomym wpływie na popyt na towary produkowane w USA. Nie ma co się łudzić, że w ten sposób USA zatrzymają wzrost chińskich udziałów w procesach sterowania międzynarodowego. Moc swobodna Chin jest około dziesięciokrotnie wyższa od mocy swobodnej USA i typowy kryzys gospodarczy nie spowoduje, że moc swobodna Chin nagle spadnie poniżej mocy swobodnej USA. Jednak kryzys jest dobrym narzędziem, do wywołania niepokojów społecznych w wielu krajach, a także do skłócenia krajów blisko współpracujących ze sobą. Nie ma co liczyć na to, że uda się w ten sposób pokonać Chiny. Ich rezerwy walutowe są tak duże, że gdyby cały ich eksport do USA się załamał, ciągle mogliby kupować zagranicą za te rezerwy to wszystko co kupowali do tej pory i to przez wiele lat. Jednak metoda ta idealnie się nadaje do wzbudzenia niepokojów w UE i skłócenia krajów UE między sobą. To już się zaczęło. Mamy zamieszki we Francji, ale grudniowa podwyżka stóp procentowych w USA powinna wywołać spadek popytu na towary spoza USA dopiero za jakiś czas (rzędu pół roku). Jest więc bardzo prawdopodobne, że sytuacja w Europie będzie się w tym czasie mocno pogarszać.

Równocześnie celem USA jest zapobieżenie sytuacji, powodującej zwiększenie strefy wpływów Rosji w czasie gdy USA skupią się na walce z Chinami. Dlatego organizowani są przeciwnicy dla Rosji w postaci Ukrainy i Turcji. Ostatni incydent na Morzu Azowskim i wkroczenie wojsk tureckich do Syrii tuż po zapowiedzi wycofania z niej wojsk USA to metoda zajęcia czymś Rosji by nie powiększała swej strefy wpływów. Sumaryczny udział sterowniczy Ukrainy i Turcji wynosił wg prognoz ICAS 4,88%, a udział Rosji 7,89%. Czyli udział Ukrainy i Turcji przekracza wyraźnie 0,5 udziału Rosji, więc Rosja musi się z tymi krajami liczyć. Przedłużenie czasu wycofywania wojsk USA z Syrii do czterech miesięcy to w istocie przesunięcie tych spraw na koniec kwietnia, czyli tuż przed wejściem w życie sankcji przeciwko Chinom ( mają wejść w życie 05 maja).

 

W 2019 roku Chiny przekroczą udział anglosasów w procesach sterowania międzynarodowego. Oznacza to powrót do konfliktu między tymi państwami. Jeśli anglosasi chcą rywalizację z Chinami wygrać – muszą albo zaatakować Chiny militarnie – co nie przysporzy im poparcia światowej opinii publicznej, albo odciąć Chinom dostęp do kluczowych surowców. Wydaje się, że ten drugi wariant będzie realizowany. Jednak nie da się zrealizować tego wariantu bez udziału Rosji. Dlatego USA potrzebują szerszego sojuszu niż sojusz krajów anglosaskich. Sojuszu z pozostałymi silnymi państwami przeciwko Chinom o łącznym stosunku około 2:1. Udział w tym sojuszu Rosji I Japonii jest naturalny, ponieważ nie jest w interesie tych krajów zwycięstwo Chiny, które mają ponad dwukrotną przewagę nad każdym z tych krajów. Dużo lepszym scenariuszem dla tych krajów jest zwycięstwo Stanów Zjednoczonych, które nie mają dwukrotnej przewagi nad żadnym z tych krajów. Udział Niemiec w tym sojuszu jest mało prawdopodobny z uwagi na dążenie tego państwa do budowy superpaństwa europejskiego, którego istnienie jest sprzeczne z interesami USA. Prawdopodobny jest również udział w tym sujuszu jednego lub obydwu państw dwóch państw o udziale około 3%: Indie, Korea Południowa. Dla obu tych państw korzystniejsze jest zwycięstwo Japonii niż Chin z uwagi na fakt znacznie wyższej przewagi Chin nad tymi krajami niż Japonii. Oba te kraje zawierając ze sobą nawzajem sojusz, mogą się skutecznie przeciwstawiać Japonii. Nie mają natomiast takiej możliwości w przypadku Chin. Z uwagi na fakt, że osiągnięcie przez Chiny 0.5 udziału tego sojuszu powinno nastąpić w roku 2019+-4 lata, jest kilka możliwości kształtu tego sojuszu, np: anglosasi+Japonia+Rosja+Indie+Korea Południowa (2,02 udziału Chin w 2019 roku) lub anglosasi+Japonia+Rosja+Indie (1,90 udziału Chin w 2019 roku), itp.. Warto zwrócić uwagę na fakt, że kraje zwolnione z sankcji na UE to: Chiny, potencjalni sojusznicy USA przeciwo Chinom, przeciwnicy Niemiec wewnątrz UE i Turcja. Proces destabilizacji UE będzie trwał co najmniej do momentu objęcia amerykańskimi sankcjami na Iran również Chin, a może nawet dłużej. Według zapowiedzi półroczny okres zwolnienia dla Chin powinien zakończyć się 05.05.2019. Nie oznacza to jeszcze odcięcia Chin od dostaw ropy. Aby to uczynić należałoby np. zablokować przepływ statków z Zatoki Perskiej do Oceanu Indyjskiego. Jeszcze kilka miesięcy temu Iran groził, że po wprowadzeniu sankcji przepływ ten zablokuje. Trzeba by jeszcze zablokować np. przepływ statków z Morza Czerwonego do Oceanu Indyjskiego. Tak się składa, że przy cieśninie łączącej te dwa morza jest Jemen, a tam od kilku lat toczy się wojna. Jeśli dodamy do tego fakt, że USA zamierza zaprzestać wspierania w tej wojnie Arabii Saudyjskiej, z powodu niedawnego zabójstwa dziennikarza, to prawdopodobieństwo zablokowania tej cieśniny wbrew interesowi Arabii Saudyjskiej rośnie. W ten sposób transport ropy z bliskiego wschodu do Azji wschodniej zostały praktycznie uniemożliwiony. Natomiast transport ropy z rejonu Morza Czerwonego do UE i USA będzie ciągle możliwy. Po zablokowaniu dostaw ropy do Chin, Chiny będą musiały zaatakować militarnie, aby móc się dalej rozwijać i nie przegrać rywalizacji z innymi państwami. Ataku w pierwszej kolejności na USA raczej nie zaryzykują, ponieważ może się to wiązać z odpowiedzią całego NATO+ Japonia+ Rosja (Chiny mają ponad dwukrotną przewagę zarówno nad Rosją jak nad Japonią, więc dla tych krajów zwycięstwo USA jest korzystniejsze niż zwycięstwo Chin). Jednoczesną walkę z tymi wszystkimi państwami w roku 2019 Chiny przegrałyby. W 2019 roku Chiny będą dysponować około 21,51% udziałów w sterowaniu międzynarodowym, a NATO+Japonia+Rosja będą dysponowały około 57% udziałem. Zatem Chiny będą musiały zaatakować kraj sąsiedni, który posiada duże zasoby ropy, nad którym Chiny posiadają ponad dwukrotną przewagę i któremu NATO nie pomoże. Te kryteria spełnia Rosja więc prawdopodobnie ona zostanie zaatakowana militarnie przez Chiny. Prawdopodobny termin ataku to druga połowa 2019 lub rok 2020. Teoretycznie mogłoby to nastąpić do roku 2023, ponieważ w badaniach Józefa Kosseckiego nad danymi historycznymi uzyskano zgodność terminów rzeczywistych wydarzeń z terminami prognozowanymi z dokładnością do czterech lat. Stawiam jednak hipotezę, że ze względu na wyjątkowo szybki rozwój Chin, zablokowanie dostępu Chin do surowców nastąpi znacznie wcześniej tzn. do 2020 roku. Dokładny termin zależy od tego jak długo zajmie USA destabilizacja UE. A wtedy Chiny zaatakują militarnie. Zaatakowanym krajem będzie najprawdopodobniej Rosja. Prawdopodobnym zwycięzcą będą Chiny, ponieważ przeciwnicy nie będą posiadali ponad dwukrotnej przewagi nad Chinami, a Chiny dysponują większą mocą swobodną.

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

Kapitalizm czy socjalizm?

Kapitalizm czy socjalizm? Jaki system jest dla Polski najlepszy?

Przez lata PRL mieliśmy możliwość poznać wady socjalizmu, a teraz doświadczamy wad kapitalizmu z wyzyskiem, bezrobociem i niską jakością produktów spowodowaną podporządkowaniem przedsiębiorstw wartości wymiennej a nie wartości użytkowej. Podstawową zaletą kapitalizmu jest zarządzanie przedsiębiorstwem przez właściciela, który jest bardzo zmotywowany aby przedsiębiorstwo działało jak najsprawniej, ponieważ on ponosi koszty wszystkich niedoskonałości organizacyjnych. W przypadku gdy właścicielem przedsiębiorstwa jest państwo, zysk osoby zarządzającej nie zależy od zysków przedsiębiorstwa. Dlatego osoba zarządzająca jest słabiej zmotywowana do jak najsprawniejszej organizacji przedsiębiorstwa. Ponieważ właściciel prywatny kieruje się zyskiem, stara się wyszukiwać takie towary i usługi, których podaż jest niedostateczna, a cena wysoka i zaczyna ich dostarczać. Dzięki temu on może więcej zarobić, a potrzeby konsumentów dotyczące ilości towarów są bardzo dobrze zaspokojone. Ponieważ osoba zarządzająca przedsiębiorstwem państwowym nie jest zmotywowana zyskiem przedsiębiorstwa, nie ma również motywacji do produkowania takiej ilości produktów, która zaspokoiłaby potrzeby. Brak zaspokojenia potrzeb dotyczących ilości produktów objawia się nadmiernie wysoką ceną. Przykłady tego zjawiska mogliśmy obserwować w czasach PRL, kiedy bardzo opłacał się drobny handel, polegający na kupowaniu pewnych towarów w jednym kraju socjalistycznym i sprzedawaniu ich w innym kraju socjalistycznym. Przykładowo w Polsce w latach osiemdziesiątych młynek do kawy kosztował tyle, co 2000 lizaków. Można było jednak kupić w Polsce te lizaki i sprzedać je na targowisku w NRD, a tam kupić młynek do kawy za równowartość 55 lizaków czyli prawie czterdziestokrotnie taniej. Przykład ten ilustruje fakt, że w przypadku przedsiębiorstw państwowych, osoby zarządzające nie są dostatecznie zmotywowane do zaspokajania potrzeb ludzi dotyczących ilości produktów, czego objawem jest ich nadmiernie wysoka cena. Kapitalista nie dba jednak należycie o jakość produktów, ponieważ jeśli produkt się zepsuje, klient szybciej kupi nowy, co zwiększy zyski kapitalisty. Również sytuacja dla społeczeństwa jest niekorzystna, kiedy właściciel prywatny jest monopolistą. Może on wtedy wyzyskiwać swoich klientów dyktując absurdalnie wysokie ceny. Podział pieniędzy między pracodawcę a pracownika w kapitalizmie jest na ogół korzystny dla pracodawcy a nie dla pracownika – umożliwia wąskiej grupie ludzi bogacenie się w ogromnym tempie. Widzimy więc, że i kapitalizm i socjalizm mają bardzo poważne wady. Dlatego powinniśmy zadać sobie pytanie czy da się stworzyć system pozbawiony wszystkich tych wad lub przynajmniej wady te mocno zredukować?

Porównanie przedsiębiorstw w systemie kapitalistycznym i socjalistycznym. Wybór optymalnego sposobu zarządzania.

Marian Mazur podzielił funkcje osób w przedsiębiorstwie na postulatorów, optymalizatorów i realizatorów. W systemie socjalistycznym zarobki osób podejmujących decyzje są na ogół bardziej zbliżone do pensji szeregowych pracowników. Jednak postulatorzy i optymalizatorzy nie są właścicielami przedsiębiorstwa i zyski z ewentualnych lepszych decyzji przypadną komuś innemu. Dlatego przedsiębiorstwa takie mogą się rozwijać wolniej niż mogłyby, gdyby postulatorzy i optymalizatorzy byli właścicielami przedsiębiorstwa i gdyby to im przypadł zysk uzyskany dzięki wyborze przez nich lepszych celów działania lub lepszych metod realizacji celu. Z kolei system kapitalistyczny ma tę właściwość, że właściciel jest zmotywowany przy pomocy pieniądza do podejmowania najlepszych decyzji, zgodnych z jego interesem. Cel, zgodny z interesem całego społeczeństwa, to maksymalizacja sumy zarobków wszystkich pracowników przedsiębiorstwa łącznie z zyskiem jego właściciela. Celem pomocniczym jest minimalizacja różnic między maksymalną a minimalną pensją. Oznacza to, że jeśli jest wiele przypadków prowadzących do tej samej sumy pensji i zysków wszystkich osób w przedsiębiorstwie, to wybieramy z nich ten, który daje najmniejsze różnice pensji. Tymczasem celem właściciela przedsiębiorstwa jest coś zupełnie innego. Jego celem jest maksymalizacja zysków właściciela przy minimalizacji pensji pracowników. Minimalizacja pensji pracowników jest nie tylko metodą zwiększania zysków właściciela. Jeśli właściciel ma dominujące motywacje witalne, to będzie dążył nie do maksymalizacji swojego zysku, ale do osiągnięcia jak najwyższego miejsca na liście najbogatszych (walka o pozycję w stadzie). Do tego celu prowadzi chęć aby pozostałe osoby zarabiały jak najmniej, nawet jeśli on nie będzie przez to zarabiał więcej. W obecnym kapitalizmie mamy do czynienia z wieloma fuzjami przedsiębiorstw. Celem fuzji jest eliminacja wolnego rynku, po to by zawyżać ceny swoich produktów i zaniżać płace. Właściciel może dążyć do przejęcia wielu przedsiębiorstw w regionie, po to by pracownicy byli na niego skazani i by konkurencja nie zmusiła go do podniesienia płac. Taką regionalizację oligarchów obserwujemy na Ukrainie. Właściciel przedsiębiorstwa może dążyć do tajnego porozumienia między pracodawcami w danym regionie, które ma na celu wspólne ustalenie jak najniższych płac. Tymczasem właściciel ogromnych przedsiębiorstw nie jest optymalizatorem i to nie on opracowuje metody realizacji celu. Podobnie jak w socjalizmie optymalizatorzy nie są nagrodzeni za swoje rezultaty zyskiem ze zwiększenia wydajności pracy. Taki właściciel bardzo często nie jest też postulatorem. Bogaty właściciel często posiada wiele przedsiębiorstw i dla wielu z nich nie jest w stanie pełnić funkcji postulatora. Jeśli wyniki spółki są niezadowalające jego działalność zwykle ogranicza się do zmiany postulatora lub pozbyciu się nierentownej spółki. Dlatego, jeśli zysk ma motywować do lepszego zarządzania przedsiębiorstwami, to trzeba dążyć do sytuacji, gdy każdy postulator i optymalizator jest głównym beneficjentem wprowadzonych przez niego ulepszeń. Wtedy rozwój powinien być najszybszy. Nie jest to możliwe w systemie socjalistycznym, a system kapitalistyczny musi zostać bardzo przebudowany, aby to było opłacalne dla właścicieli przedsiębiorców. Aby zrealizować ten cel, należy zakazać istnienia przedsiębiorstw, w których ilość pracowników jest większa niż wielkość typowego zespołu (np. 10 osób). Wyjątkiem od tej reguły mogą być tylko spółdzielnie i takie rodzaje spółek, w których główny właściciel nie może samodzielnie podejmować decyzji. Zamiast zakazania takiej działalności można zniechęcić do niej przedsiębiorców wysokimi podatkami. W takiej sytuacji, gdy przedsiębiorca będzie miał do wyboru spółdzielnię lub podzielenie przedsiębiorstwa na dziesięcioosobowe spółki, wybierze to rozwiązanie, które według jego wyobrażenia przyniesie mu większy zysk. Jeśli więc spółdzielnie są mniej opłacalne, przedsiębiorstwa podzielą się na dziesięcioosobowe spółki, o różnych właścicielach. Dzięki temu będzie wyższa konkurencja pracodawców o pracownika, co powinno się przełożyć na wzrost płac szeregowych pracowników.

 

Jak jeszcze przeciwdziałać wyzyskowi pracowników przez pracodawców?

Rządzący państwami próbują ten problem rozwiązywać podnosząc płacę minimalną. Jednak skutkiem takiego działania jest zwiększenie szarej strefy lub wzrost bezrobocia. Warunki są bowiem takie, że pracodawcom nie opłaca się płacić więcej pracownikom. Przyjrzyjmy się zatem przyczynom takiego stanu rzeczy. Osoba, która jest pracodawcą nie jest skazana na to aby być pracodawcą. Tworzenie miejsc pracy jest dla tej osoby jedynie jedną z możliwych form inwestowania swoich oszczędności. Inne sposoby to np. trzymanie gotówki, założenie lokaty w banku, kupno obligacji lub nieruchomości. Te sposoby oszczędzania różnią się dwoma parametrami, które mają wpływ na decyzje inwestycyjne. Te parametry to przewidywany zysk z inwestycji i przewidywane ryzyko. Jak wiemy z cybernetyki decyzja zależy od wyobrażenia skutków tej decyzji. Parametry te są więc bodźcami, które działają na inwestorów (ich homeostaty). Te rodzaje inwestycji, które są obarczone większym ryzykiem, a do takich należy inwestycja w przedsiębiorstwo, będą się cieszyły zainteresowaniem tylko wtedy, gdy przewidywany zysk z inwestycji będzie większy od zysku z inwestycji o mniejszym ryzyku o pewną premię za ryzyko, która zależy od wielkości ponoszonego ryzyka.

Zatem, aby spowodować, by pracodawcy chcieli płacić swoim pracodawcom więcej, należy obniżyć poziom ryzyka ponoszony przez pracodawców, lub należy obniżyć opłacalność innego rodzaju inwestycji.

Ponieważ trzymanie pieniędzy w banku stało się normą i do pewnej dość dużej kwoty ryzyko zostało zmniejszone do zera z powodu pełnych gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, inwestycja w lokatę bankową stanowi ważną alternatywę dla inwestycji w przedsiębiorstwa. W Polsce zysk na lokacie jest porównywalny do inflacji. W krajach zachodnich takich jak USA, Niemcy czy Szwajcaria jest o około 2% niższy od inflacji. To oznacza, że przy założeniu tego samego ryzyka, w krajach tych pracodawcy są skłonni zarabiać mniej niż w Polsce o 2% zainwestowanej kwoty rocznie. To bardzo dużo, zważywszy że przy inflacji 1,6% średni zysk największych spółek giełdowych (mediana dla spółek WIG20) wyniósł w ostatnim czasie około 8,5%.. Nic więc dziwnego, że jest w Polsce tak dużo inwestorów zagranicznych. Jakie powinny być cele państwa związane z zyskiem pracodawców? Celem powinien być sprawiedliwy podział zysków między pracodawcę a pracownika. Sprawiedliwy, tzn. taki, w którym osoba nie wykonująca żadnej pracy, a tylko inwestująca kapitał nie pomnaża tego kapitału kosztem pracowników, a jedynie go zachowuje. Ponieważ zarobki rosną zazwyczaj szybciej niż ceny towarów, przeciętny zysk inwestora w przedsiębiorstwo (nie wykonującego pracy w tym przedsiębiorstwie) nie powinien być wyższy niż przeciętny przyrost zarobków. Jak można to osiągnąć? Przede wszystkim należałoby zlikwidować lichwę. Tzn. wprowadzić zasadę, że pożyczenie komuś pieniędzy na wyższy procent niż wynosi przeciętny wzrost wynagrodzeń jest zabronione. Jeśli na przykład założona inflacja wynosiła by 3-4%, a przeciętny wzrost wynagrodzeń 5%, to maksymalna wysokość odsetek i opłat jakie kredytobiorca zapłaci bankowi nie mogłaby przekroczyć 5%. Biorąc pod uwagę obecny poziom maksymalnych odsetek (10% odsetek nie licząc opłat), takie podejście wymusi spadek oprocentowania lokat do zera. Jak wpłynie to na zyski przedsiębiorstw? Zakładając inflację równą 4% , wzrost wynagrodzeń równy 2,6% ponad inflację rocznie (jak to było średnio w ciągu ostatnich 10 lat) otrzymujemy wzrost wynagrodzen rzędu 6,6% rocznie. Przy założeniu stałego ryzyka inwestowania w przedsiębiorstwa spadek oprocentowania lokat bankowych z około 1.6% do zera spowoduje po pewnym czasie spadek zysków przedsiębiorców o 1.6% z 8.5% do 6.9%. Będzie to spowodowane odpływem pieniędzy z lokat do przedsiębiorstw z powodu zmniejszenia opłacalności oszczędzania pieniędzy na lokatach. Zauważmy, że uzyskany zysk 6.9% jest już tylko o 0.3% wyższy od przeciętnego wzrostu wynagrodzeń. Dla porównania obecnie przy inflacji 1.6% i średnim wzroście wynagrodzeń 2.6% powyżej inflacji mamy 8.5%-4.2%=4.3%. Czyli przedsiębiorca zarabia średnio 4.3% powyżej inflacji. Po zmianie opłacalności oszczędzania na lokatach bankowych udało nam się zmniejszyć tę wartość do poziomu 0.3%. Wartość ta jest tak mała, że zmniejszenie jej do zera przy pomocy zmniejszania ryzyka inwestycyjnego jest bardzo realne. Aby to uczynić, należy zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia niekorzystnych okoliczności dla przedsiębiorstwa (np. niekorzystnej decyzji urzędnika, brak zapłaty za wykonane usługi) a także zmniejszyć moc jałową przedsiębiorstwa i przedsiębiorców (likwidacja składek na ZUS gdy nie ma przychodów, likwidacja zbędnej biurokacji i rekompensowanie finansowe pracodawcom kosztów koniecznej biurokracji). Wprowadzenie tak dużej różnicy między inflacją a oprocentowaniem lokat w obecnym systemie monetarnym, opartym o kreację pieniądza przez banki, doprowadziłoby od bardzo dużych oscylacji koniunktury, a więc głębokich kryzysów. Pisałem o tym wcześniej w tekście „Cybernetyczna analiza metod polityki pieniężnej”. Przedstawię niebawem inny system polityki pieniężnej, znacznie bardziej stabilny, w którym jednocześnie inflacja 4%, oprocentowanie lokat równe zero i stabilna gospodarka są realne. Aby okazało się to skuteczne musimy rozważyć również zmniejszenie opłacalności inwestowania w nieruchomości poprzez odpowiednie opodatkowanie. Opodatkowanie to musi być tak skonstruowane, aby nie zwiększało mocy jałowej rodzin z powodu posiadania mieszkań i domów, w których mieszkają i działek, na których planują wybudować swój dom. Niska opłacalność oszczędzania zmotywuje ludzi nie tylko do inwestowania w przedsiębiorstwa, ale także do wydawania pieniędzy na towary konsumpcyjne, których nie potrzebują. Warto temu przeciwdziałać wprowadzając odpowiednie opodatkowanie towarów. Towary służące zaspokajaniu podstawowych potrzeb (tzw. mocy jałowej) jak żywność i ubranka dla dzieci, nie powinny być opodatkowane. Towary inwestycyjne, powinny mieć obniżone opodatkowanie. Pozostałe towary powinny być wyżej opodatkowane.

Jak wpłynąć na poprawę jakości produktów?

Aby decyzje podejmowane przez przedsiębiorstwa były podyktowanie nie tylko zyskiem, ale i wysoką jakością produktów nie trzeba przekształcać przedsiębiorstw prywatnych w państwowe. Wystarczy zmienić system podejmowania decyzji. Obecny system podejmowania decyzji w przedsiębiorstwach nie tylko nie uwzględnia potrzeb pracowników i konsumentów, ale nie uwzględnia potrzeb małych akcjonariuszy. Jest turańskim systemem podejmowania decyzji, w którym ten kto ma najwięcej udziałów w przedsiębiorstwie narzuca swoją wolę innym akcjonariuszom, pracodawcom i konsumentom. Wyobraźmy sobie następujący system podejmowania decyzji: duzi akcjonariusze mają w sumie maksymalnie 30% głosów, mali akcjonariusze mają 35% i pracownicy lub osoby przez nich wybrane mają 35%. Przy czym głos jako mali akcjonariusze mogą mieć tylko osoby fizyczne, które nie są dużymi akcjonariuszami żadnej innej spółki. W dalszym ciągu akcjonariusze mają większą liczbę głosów niż pracownicy, więc interes akcjonariuszy będzie jak najbardziej realizowany. Jednak jeżeli przyjdzie podjąć decyzję nieetyczną, nie ma powodu, dla którego pracownicy mieli by się na nią zgadzać, skoro nie mają udziału w zyskach. Musi więc wystąpić wysoki stopień jednomyślności między akcjonariuszami, żeby przeforsować nieetyczną decyzję. W przypadku gdy połowa małych akcjonariuszy ma wysokie motywacje etyczne, decyzja nieetyczna powinna zostać zablokowana. Nawet gdy ktoś ma niskie motywacje etyczne, może głosować przeciw nieetycznej decyzji, bo też jest konsumentem. Warto zwrócić uwagę, że brak istnienia małych akcjonariuszy w takim systemie liczenia głosów spowodowałby podejmowanie decyzji przez pracowników. Można też rozważyć następujący podział głosów: 30%- duzi akcjonariusze, 30% mali akcjonariusze, 30% – pracownicy, 10% – władza lokalna lub centralna lub jeszcze inne – podobne. Gdyby większość przedsiębiorstw była takiego typu, mali akcjonariusze tych przedsiębiorstw stanowiliby faktyczny homeostat, ponieważ mieliby pod kontrolą gospodarkę. Jednak nie byłoby dobrze gdyby narzucać przedsiębiorstwom, że mają być w nich takie zasady. Kapitał, również zagraniczny, jest potrzebny i nie należy się go pozbywać. Źle jest gdy zagranica wyzyskuje krajowych pracowników, lub gdy podejmuje decyzje dotyczące całej gospodarki. Dlatego dużo lepszym sposobem wydaje się nałożenie podatku przychodowego na przedsiębiorstwa, z którego zwolnione by były przedsiębiorstwa powyższego typu, wszelkiego rodzaju spółdzielnie oraz małe przedsiębiorstwa zatrudniające np. do 10 osób. Wysokość tego podatku nie powinna być jakoś z góry określona, lecz podyktowana pożądaną ilością osób zatrudnionych przez przedsiębiorstwa zarządzane w sposób turański. Ilość ta powinna stopniowo maleć, aż osiągnie wartość np. 20% wszystkich zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Generalnie w rękach klasy średniej (homeostatu) powinno być ponad dwie trzecie gospodarki, aby homeostat miał ponad dwukrotną przewagę nad podmiotami zagranicznymi i bardzo bogatymi Polakami. Jest to związane z twierdzeniami doc. Kosseckiego. Aby narzucać komuś swoją wolę, trzeba mieć nad nim ponad dwukrotną przewagę. Oprócz zalet dotyczących jakości produktu, likwidacja turańskiego sposobu podejmowania w dużych przedsiębiorstwach może się przyczynić do budowy cywilizacji łacińskiej.

Na poprawę jakości produktów może mieć wpływ również zachęcenie ludzi przez odpowiednią propagandę, do kupowania produktów lokalnych. Sprzyja temu również wprowadzenie walut lokalnych. Przedsiębiorca jest wtedy bardziej zmotywowany do dostarczania produktów wysokiej jakości. Jeśli straci klientów z powodu niskiej jakości produktów, ciężko mu będzie znaleźć innych na drugim końcu kraju.

Co z mediami?

Działalnością medialną, a zwłaszcza telewizyjną i radiową nie powinny się zajmować zwykłe spółki, ponieważ model podejmowania w nich decyzji jest turański. Sprzyja to przekazywaniu przez nie obrazu niezgodnego z rzeczywistością, oraz bogaceniu się kosztem Polaków tzw. inwestorów zagranicznych oraz najbogatszych Polaków. Należy dążyć do tego, aby głównym rodzajem spółki, która mogłaby się zajmować mediami typu radio czy telewizja była spółdzielnia o charakterze otwartym, czyli taka, do której każdy może w dowolnym momencie przystąpić wpłacając cegiełkę nie większą niż np. 1000zł. Nie musi czekać aż znajdzie się chętny do odsprzedaży swojego udziału. Partycypowałby on w zyskach proporcjonalnie do ilości posiadanych udziałów (cegiełek). Każdy udziałowiec miałby tylko jeden głos, bez względu na ilość posiadanych udziałów. Jeśli więc jakieś radio czy telewizja prowadziłaby propagandę antynarodową, mogłaby zostać szybko przejęta kontrola nad nią przez siły narodowe.

Przydzielanie koncesji i częstotliwości radiowych i telewizyjnych przez jakąś grupę osób zwanych Krajową Radą Radiofonii i telewizji, jak to ma miejsce obecnie, nie służy budowaniu cywilizacji łacińskiej i nie służy interesowi społeczeństwa. Kryteria powinny być jednoznaczne – częstotliwości powinny być przydzielane tym podmiotom, na których decyzje ma wpływ większa liczba osób lub instytucji. Dzięki temu kontrola nad mediami przez obce kraje, jak również przez turańskich oligarchów zostanie zlikwidowana. Prawda i interes Polski nie będą musiały więc przegrywać z interasami oligarchów ani interesami obcych państw. Kontrolę nad mediami i gospodarką uzyskałaby szeroka warstwa społeczna, zwana klasą średnią.

Socjalizm dla chętnych

Główną zaletą socjalizmu jest wyższa jakość produkowanych produkowanych towarów spowodowana brakiem motywacji do osiągania zysku za wszelką cenę, a przede wszystkim za cenę jakości. Jeżeli konsumenci nie są zadowoleni z jakości produktów oferowanych przez kapitalistów, powinni mieć możliwość założenia instytucji, która będzie działała na podobnych zasadach jak ma to miejsce w socjalizmie. Przykładem takiej instytucji jest taki rodzaj spółdzielni, który sprzedaje swoje produkty wyłącznie swoim udziałowcom i pracownikom. Dopiero kiedy popyt z ich strony zostanie zaspokojony, spółdzielnia miałaby możliwość sprzedaży produktów osobom trzecim. W obecnym systemie jest to nie do pomyślenia, aby nierówno traktować osoby, które chcą kupić towar. Sprzedawanie tylko wybranym przedstawiane jest jako łamanie czyichś praw. A tymczasem jest to konieczne, aby celem spółdzielni stał się nie zysk, lecz wysoka jakość produktów. Oczywiście nie we wszystkich branżach realne jest stworzenie takiej spółdzielni. W przypadku np. branży samochodowej jest mało prawdopodobne, aby znalazła się wystarczająca ilość chętnych do założenia takiej spółdzielni. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę np. branżę spożywczą, to sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Nie trzeba bowiem ogromnej liczby członków spółdzielni, aby założyć hodowlę zwierząt na potrzeby swoich członków. Członkowie spółdzielni sami by decydowali jakie etapy produkcji ma realizować spółdzielnia, czy tylko ubój zwierząt, czy hodowlę, a może uprawę roślin służących jako pasza. Państwo powinno również objąć takie spółdzielnie specjalną opieką i nie narzucać im zbyt wiele wymagań prawnych. Nie wtrącać się co dane zwierzę je, w jakich warunkach przebywa i jak wygląda miejsce, w którym jest zabijane i przetwarzane na mięso. Wola członków spółdzielni powinna być ważniejsza od wyobrażenia ustawodawcy. W końcu produkty spółdzielni będą przeznaczone tylko dla nich. Podobne zasady można by stosować również w innych branżach.

Nie trzeba zatem wprowadzać socjalizmu, aby zlikwidować wyzysk i podnieść jakość produkowanych towarów. Można te cele w znacznym stopniu zrealizować w inny sposób. Sposób, który pozwoli nam uniknąć wad socjalizmu: pozbawienia własności prywatnych przez państwo oraz niedostatecznego zaspokojenia potrzeb społeczeństwa związanego z ilością towarów.

Analiza sytuacji geopolitycznej 2018

Analiza oparta jest na procentowym udziale sterowniczym poszczególnych krajów na podstawie metody opracowanej przez Józefa Kosseckiego opisanej w pracy “Cybernetyka społeczna”. Dane na których opiera się niniejsza analiza jak i poprzednia zostały wyliczone przez ICAS i pochodzą z tabeli ze strony ICAS:

Jak już pisałem wcześniej tutaj:  https://damiankmiotek.wordpress.com/2018/01/14/analiza-sytuacji-geopolitycznej-2017/

najbardziej prawdopodony jest sojusz USA+Japonia+Rosja+Niemcy przeciwko Chinom. Ewentualnie Niemcy mogą zostać zastąpione przez inne dwa kraje o udziale sterowniczym około 3% (Wielka Brytania, Korea Południowa, Indie), pod warunkiem, że kraje te uda się przekonać do udziału w tym sojuszu, co nie jest łatwe, ponieważ zarówno Rosja jak też USA i Japonia będą miały dwukrotną przewagę nad każdym z tych krajów. Jedynie ich udział możnaby uzasadnić bilansem zysków i strat spowodowanym zmianami jakie planują wprowadzić Chiny (np. Nowy Jedwabny Szlak i pominięcie tych krajów przez ten szlak). Ewentualny brak udziału Niemiec musiałby się łączyć z jakimiś problemami wewnątrz UE. W przeciwnym razie Niemcy mogłyby próbować stanąć po stronie Chin. Pod koniec roku 2017 Chiny uzyskały 50% sumarycznego udziału w procesach sterowania międzynarodowego USA, Japonii, Rosji i Niemiec. W roku 2018 Chiny mają osiągnąć ponad 50% udziału całego NATO (patrz tabela powyżej). Chiny stają się więc zagrożeniem i dla NATO i dla pozostałych najsilniejszych krajów. Powinno to przekonać USA do odwrócenia sojuszy i podzielenia stref wpływów. Nic dziwnego, że w 2018 roku głównym przeciwnikiem USA stały się Chiny. Wybuchła wojna celna między tymi krajami. Jednak nałożone cła nie będą miały wielkiego wpływu na to, który z tych krajów będzie zwycięzcą a, który przegranym. Wystarczy porównać kwotę oclonych przez USA chińskich towarów z Chińskimi rezerwami w dolarach. Wartość oclonych towarów wynosi około 200mld dolarów a Chińskie rezerwy walutowe wynoszą około 3 biliony dolarów. Oznacza to, że Chiny nawet w przypadku zmniejszenia eksportu oclonych towarów do USA do zera będą mogły kupować potrzebne im zagraniczne surowce i towary przez kilkanaście lat w niezmniejszonej ilości. Jak już pisałem rok wcześniej, jedyne metody jakie mogą się okazać skuteczne w zachamowaniu zorwoju Chin i niedopuszczeniu do zwiększania ich procentowego udziału sterowniczego to:

  • atak militarny na Chiny i zniszczenie ich przemysłu
  • pozbawienie Chin dostaw pewnych surowców lub żywności.

    Istotne znaczenia mają więc te wydarzenia, które mogą spowodować zatrzymanie dostaw potrzebnych Chinom surowców. A jest tych wydarzeń ostatnio wiele, co może stanowić potwierdzenie, że przedstawiony przeze mnie w roku 2017 scenariusz jest realizowany. Są to następujące wydarzenia:

  • wstrzymanie dostaw ropy naftowej z USA do Chin,
  • sankcje na irańską ropę wchodzące w życie 4.11.2018, których celem jest zmniejszenie eksportu irańskiej ropy do zera
  • groźba Iranu, że zablokują całą zatokę Perską w odwecie na sankcje
  • tocząca się wojna w Jemenie, która może doprowadzić do blokady połączenia morza Czewonego z Oceanem Indyjskim
  • zabójstwo Saudyjskiego dziennikarza, które może być pretekstem do zakazu sprzedaży saudyjskiej ropy

Nie trzeba wykorzystywać wszystkich wymienionych wydarzeń, żeby odciąć Chiny od większości dostaw ropy naftowej. Można wykorzystać jedynie część z nich i to wystarczy do realizacji tego celu. Warto zwrócić uwagę, że ewentualne zamknięcie połączenia Morza Czerwonego z Oceanem Indyjskim będzie skutkowało z praktycznym odcięciem Chin od dostaw ropy naftowej z krajów leżących nad tym morzem przy jednoczesnym utrzymaniu dostaw do Europy i USA.

Blokada dostaw ropy powinna więc zmusić Chiny do ataku militarnego, ponieważ jego brak spowoduje porażkę Chin. Chiny maja spore szanse wygrać militarnie, ponieważ moc swobodna Chin jest większa od mocy swobodnej innych krajów i prawdopodobnie przeciwnikom Chin nie uda się uzyskać ponad dwukrotnej przewagi nad Chinami (zgodnie z twierdzeniami Józefa Kosseckiego). Wydarzenia bieżące wskazują na to, że może się to wszystko wydarzyć zimą 2018/2019. Ewentualne niepowodzenie w odcinaniu Chin od ropy naftowej spowoduje przesunięcie terminu realizacji tego celu lub też zmianę metody.
Jednak Chiny nie mogą walczyć w Iranie ani na morzach, ponieważ wiąże się to z dużym ryzykiem odpowiedzi militarnej NATO. Między Chinami a Iranem NATO ma swoje bazy w Afganistanie i łatwo jest zorganizować jakąś prowokację, a wojska Chińskie jakoś do Iranu muszą dotrzeć.
Najbardziej prawdopodobny jest atak Chin na Rosję, ponieważ Rosji NATO nie pomoże, Chiny mają nad nią ponad dwukrotną przewagę, Rosja posiada surowce, których potrzebują Chiny, a zwłaszcza ropę naftową.

Oficjalna przyjaźń między Chinami a Rosją i oficjalna nieprzyjaźń między Rosją a USA nie ma tutaj większego znaczenia i prawdopodobnie nie będzie to oficjalnie zmienione przed wybuchem wojny. Krajom tym nie opłaca się ujawniać swoich prawdziwych celów (zwłaszcza przed Chinami), więc prawdopodobnie ich nie ujawnią.

Dlaczego w Polsce ciągle maleje szybkość obiegu pieniądza?

Dlaczego w Polsce ciągle maleje szybkość obiegu pieniądza?

Od lat dziewięćdziesiątych szybkość obiegu pieniądza w Polsce zmalała około dwukrotnie.
Wzór na  PKB wygląda następująco:
PKB=M3*Wc
gdzie PKB-Produkt krajowy brutto – czyli ilość wydawanych pieniędzy w jednostce czasu
M3-podaż pieniądza M3
Wc- szybkość obiegu pieniądza

Jeżeli wyrazimy PKB jako iloczyn ilości zakupionych towarów w jednostce czasu N i poziomu cen C, to otrzymamy:

N*C=M3*Wc

 

Przyjrzyjmy się bliżej poszczególnym parametrom. PKB w Polsce rośnie prawie zawsze szybciej niż inflacja. Można zatem powiedzieć, że Parametr ten leży w prawidłowym przedziale. Ponieważ oznacza on ilość pieniędzy jakie wydajemy w jednostce czasu,
nie do końca wiadomo czy rośnie on szybciej niż inflacja z powodu wzrostu produkcji, czy wzrostu zadłużenia.
Szybkość obiegu pieniądza zatem maleje, a podaż pieniądza, jak łatwo zauważyć rośnie szybciej niż PKB.

Kto ma wpływ na te parametry?
Podaż pieniądza M3 zależy głównie od tego, ile banki udzieliły kredytów. Wpływ na to mają parametry ilościowe, jak stopa rezerwy obowiązkowej, które bank centralny może zmieniać. Jednak NBP praktycznie ich nie używa.
Na szybkość obiegu pieniądza ma wpływ przede wszystkim opłacalność oszczędzania, a ta zależy od inflacji i stóp procentowych. Im bardziej opłaca się oszczędzać tym niższa szybkość obiegu pieniądza. Bank centralny reguluje inflację modyfikując odpowiednio stopy procentowe. Steruje więc szybkością obiegu pieniądza, aby utrzymać założony cel inflacyjny.
Oprócz tego na szybkość obiegu pieniądza ma wpływ zachowanie osób i instytucji obracających pieniądzem i polityka rządu. Jednak wpływ tych czynników na szybkość obiegu pieniądza jest kompensowany przez bank centralny przy pomocy stóp procentowych.
Aby to lepiej zrozumieć, wyobraźmy sobie przykład dotyczący ogrzewania budynku. Temperatura wewnątrz budynku zależy od trzech parametrów: temperatury zewnętrznej, mocy włączonego ogrzewania oraz przewodności cieplnej ścian budynku.
Jeśli jednak zastosujemy regulator temperatury, który będzie zmieniał moc ogrzewania tak, aby uzyskać temperaturę zadaną – temperatura wewnątrz budynku uniezależni się od temperatury na zewnątrz i od przewodności ścian.
Temperatura na zewnątrz będzie zależna jedynie od celu regulacji, a w tym wypadku celem jest jakaś temperatura zadana. Jednak określona temperatura nie musi być celem. Celem może być stabilizowanie jakiejś innej wielkości, która jest zależna od temperatury.
Jeśli wielkość zadana będzie funkcją temperatury i wilgotności Z=f(T,w), to ostatecznie temperatura zadana będzie zależna od wilgotności. Tak więc zastosowanie regulacji spowoduje w tym wypadku nie tylko uniezależnienie temperatury od wielkości, od których zależała wcześniej, i uzależnienie od wielkości, od których wcześniej nie zależała (w tym wypadku wilgotności).
Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku szybkości obiegu pieniądza. Ponieważ bank centralny wykorzystuje szybkość obiegu pieniądza do regulacji inflacji, czynniki które miałyby wpływ na szybkość obiegu pieniądza w wypadku braku regulacji, tracą ten wpływ.
Jednocześnie zaczynają mieć wpływ na nią te wielkości, które występują we wzorze łączącym szybkość obiegu pieniądza z celem, którym w tym wypadku jest określona inflacja.
Wzór ten wygląda następująco:
N*C=M3*Wc
Z parametrów występujących we wzorze o C i M3 decyduje bank centralny. Rząd może mieć jedynie wpływ na ilość kupowanych towarów N. Ponieważ N*C=PKB rośnie, ewentualny wpływ rządu nie mógł być przyczyną spadku szybkości obiegu pieniądza.
Jedyną możliwą przyczyną tak długotrwałego spadku szybkości obiegu pieniądza jest wzrost podaży pieniądza M3 (czyli ilości pieniądza), i to wzrost szybszy niż wzrost PKB.
Na podaż pieniądza, jak wiemy wpływ ma głównie ilość kredytów udzielanych przez banki. Dziesiątki lat temu prawie wszystkie pieniądze były trzymane w gotówce. Podaż pieniądza była więc zbliżona do ilości pieniądza gotówkowego.
Teraz prawie wszyscy trzymają pieniądze w banku. Bank jednak każdy wpłacony do niego pieniądz prawie w całości pożycza, zostawiając tylko niewielką rezerwę obowiązkową (w Polsce 3,5%). Z tych pożyczonych pieniędzy też zostawia rezerwę, a resztę pożycza następnej osobie.
System bankowy może zatem rozmnożyć wpłacone do niego pieniądze dwudziesto ośmio krotnie(przy stopie rezerwy obowiązkowej 3,5%). Stąd prawdopodobnie bierze się nadmierny wzrost podaży pieniądza.
Bank centralny może ten przyrost kompensować po stronie podaży pieniądza podnosząc stopę rezerwy obowiązkowej. Jednak tego nie robi, a kompensuje wzrost podaży pieniądza spadkiem szybkości jego obiegu.
W wykładzie Tomasza Banysia (około 31 minuty) są umieszczone informacje jak szybkość obiegu pieniądza zmieniała się w poszczególnych latach.
Jeśli porównamy te dane z danymi na temat inflacji i stóp procentowych w poszczególnych latach, to zobaczymy że wzrostowi szybkości obiegu pieniądza towarzyszył spadek stóp procentowych lub wzrost inflacji.
Jeśli dodatkowo porównamy te dane z poziomem deficytu budżetowego, to zobaczymy że akurat w tych latach gdy szybkość obiegu pieniądza rosła, rósł też deficyt budżetowy. Są to więc naturalne efekty cykli ekonomicznych, gdzie w czasie kryzysu zwiększa się deficyt i obniża stopy procentowe.
Wzrost szybkości obiegu pieniądza w latach 2002 i 2004 był okupiony dużym osłabieniem złotówki – euro wzrosło z 3,40zł w 2001 do 4,80 w 2004.

Jakie są skutki spadku szybkości obiegu pieniądza?

Spadkowi szybkości obiegu pieniądza w Polsce towarzyszy wysoka, w porównaniu z innymi krajami opłacalność oszczędzania (różnica między oprocentowaniem lokat, a inflacją), która zachęca wszystkich aby oszczędzali w złotówkach.
Skutkiem tego coraz więcej zagranicznych inwestorów oszczędza w złotówkach, a więc pożycza Polakom, bo oprocentowanie jest wyższe. Im więcej jest tych inwestorów tym bardziej złotówka jest wrażliwa na informacje o Polsce.
W razie jakichś negatywnych informacji- nawet nieprawdziwych – ci inwestorzy mogą się zdecydować na ucieczkę. W obawie przed załamaniem złotówki NBP będzie zmuszony do drastycznego podniesienia stóp procentowych,
co uczyni z nas znacznie tańszą siłę roboczą niż obecnie.
Jaki związek ma szybkość obiegu pieniądza z zachowaniem pracodawców?
Szybkość obiegu pieniądza jest związana z opłacalnością oszczędzania. Opłacalność oszczędzania ma pływ na decyzje inwestorów czy zainwestować w przedsiębiorstwa, czy wybrać inwestycję pieniężną (lokatę czy obligacje).
Minimalny przewidywany zysk, który spowoduje, że inwestor wybierze inwestycję w przedsiębiorstwa wynosi:
Zp=Zd+Pr

gdzie Zp- przewidywany zysk przedsiębiorstwa, Zd – potencjalny zysk z depozytów (lokaty lub obligacje), Pr- premia za ryzyko

Premia za ryzyko zależy jedynie od poziomu ryzyka inwestycji w przedsiębiorstwa i od motywacji inwestorów
Spróbujmy teraz oszacować Zp na podstawie danych dotyczących giełdy. W roku 2009 mediana ilorazu rocznego zysku i ceny akcji wynosiła dla spółek WIG20 około 11%. Na Przełomie 2014 i 2015 wynosiła około 9%. Na Przełomie 2017 i 2018 wynosi około 5%. Odrzućmy skrajne wartości i przyjmijmy wartość 9% do dalszych obliczeń.
WIBOR 1M w Polsce wynosi obecnie 1,65%, w strefie euro : -0,369%. Różnica między tymi stopami wynosi 2,02%. Roczna inflacja w Polsce za 2017: 2,0%, w Niemczech: 1,7% różnica: -0,3%.
Można więc powiedzieć, że oszczędzając w złotówkach można zyskać po odjęciu inflacji 1,72% więcej niż oszczędzając w Niemczech w Euro.
Jeśli więc założymy ten sam poziom ryzyka i w Polsce i w Niemczech to jeśli polscy przedsiębiorcy potrzebują zysku 9% w skali roku, to niemieckim przedsiębiorcom wystarczy 7,3% zysku w skali roku.
Ta różnica w poziomie zysku będzie się objawiała niższymi płacami w Polsce, wyższym bezrobociem i gorszymi narzędziami.
Jeżeli założymy, że wydajność pracy Polaka i Niemca jest taka sama i że dysponują oni takimi samymi narzędziami, to taka różnica w procentowym zysku pracodawcy spowodowałaby następującą różnicę w wynagrodzeniu:

Wprowadźmy następujące oznaczenia:
Zn-zysk przedsiębiorcy w Niemczech w stosunku do zainwestowanej kwoty
Zp-zysk przedsiębiorcy w Polsce w stosunku do zainwestowanej kwoty
Pp- pensja Polaka obecnie
Pn- pensja Niemca obecnie
Ppn – pensja Polaka po zredukowaniu stosunku zysku przedsiębiorcy do zainwestowanej kwoty do poziomu jaki występuje w Niemczech
E-efekt pracy pracownika (polskiego lub niemieckiego)

Zn+Pn=Zp+Pp=E

E=Zp+Pp=Zp*(Zn/Zp)+Zp*(1-Zn/Zp)+Pp=Zn+Zp*(1-Zn/Zp)+Pp

Ppn=Zp*(1-Zn/Zp)+Pp=(Zn+Pn-Pp)*(1-Zn/Zp)+Pp

Jeżeli założymy, że Zn>0 otrzymamy:

Ppn>(Pn-Pp)*(1-Zn/Zp)+Pp

Po wstawieniu Pn=5*Pp i Zn/Zp=7,3/9 otrzymujemy:
Ppn>4*Pp*(1,7/9)+Pp
Ppn>1,75*Pp

Czyli stąd wniosek, że samo zmniejszenie opłacalności oszczędzania w Polsce do poziomu niemieckiego spowoduje wzrost pensji Polaków ponad 1,75 krotny
Dla porównania zmniejszenie opłacalności oszczędzania o 2% powinno spowodować wzrost pensji Polaków ponad 1,89 krotny, a zmniejszenie opłacalności oszczędzania o 3% – wzrost pensji Polaków ponad 2,33 krotny.
Należy jednak pamiętać, że im niższa opłacalność oszczędzania tym większe oscylacje koniunktury, o czym pisałem w opracowaniu: “Cybernetyczna analiza  metod polityki pieniężnej”.
Należy również wziąć pod uwagę, że proces dochodzenia do takiej opłacalności oszczędzania będzie się wiązał z przejściowym osłabieniem złotówki z powodu ucieczki inwestorów zagranicznych od lokat złotówkowych,
dlatego nie powinien trwać zbyt krótko. Im krótszy okres jego trwania, tym silniejsze przejściowe osłabienie złotego.

 

 

Jak może się zmienić system polityczny w Polsce?

W 2015 roku po raz pierwszy władzę zdobyła jedna partia.
Można oceniać pozytywnie lub negatywnie to, co ta partia robi, ale nie o tym chciałbym napisać.
Od roku 1989 do roku 2015 rządy były zawsze koalicyjne. Żadna partia polityczna nie mogła samodzielnie rządzić, więc to nie partie były ośrodkiem władzy w Polsce.
O kierunku polityki Polski nie decydowały partie, ale to w jaki sposób my te partie postrzegamy. Ponieważ partie są mało liczne – niewielu z nas ma osobisty kontakt z członkami tych partii.
Dlatego jedynym sposobem czerpania informacji o partiach są media.
Podsumowując do 2015 roku to media w sposób pośredni decydowały o kierunku polityki w Polsce. Znaczna część mediów w Polsce jest w rękach zagranicznych. Część jest w prawdzie w rękach polskich, ale powstaje pytanie czy ci ludzie służą Polsce?
Do tej pory ludzie o silnych motywacjach etycznych, pragnący służyć Ojczyźnie nie mieli czego szukać w partiach politycznych. Szeregowi członkowie partii nie mieli bowiem żadnego wpływu na politykę państwa.
Dla osoby pragnącej szczerze służyć ojczyźnie, zapisanie się do partii wiązało się jedynie z ryzykiem kompromitacji, kiedy skompromituje się lider tej partii.
O tym, że szeregowi członkowie partii nie mieli wpływu na politykę państwa świadczy los Samoobrony po procesach i śmierci Andrzeja Leppera. Zmienia się lider i partia znika z przestrzeni publicznej niezależnie od szeregowych członków.
Podobnie bywało w przypadku partii Janusza Korwina-Mikke. Kiedy to jego partia (UPR czy KNP) zdecydowała zmienić przewodniczącego, znikała ona z mediów. Sam Korwin-Mikke zakładał natomiast kolejną partię. Zapewne nowa partia była znacznie mniej liczna,
ale mediom to nie przeszkadza, aby mówić właśnie o niej, a o tej poprzedniej milczeć. Zatem to media decydują o tym, która partia ma szansę wejść do parlamentu, a która nie.
Mamy w końcu w Polsce około 300 partii, a media mówią jedynie o kilku, w tym o partiach, których jeszcze nie ma.
Teraz mamy jedną partię przy władzy i dzięki temu partia ta może skutecznie walczyć z mediami. Jeśli jednak system wyborczy nie zostanie zmieniony, po czterech latach media odzyskają znów pełnię władzy.
Gdyby jednak tak się zdarzyło, że przed następnymi wyborami obecna partia rządząca będzie miała najwyższe poparcie ze wszystkich partii, to w interesie tej partii będzie zmiana systemu wyborczego na taki, który umożliwi jej uzyskanie większości parlamentarnej.
Można to uzyskać wprowadzając jednomandatowe okręgi wyborcze lub podnosząc próg wyborczy do 10%. Ta zmiana systemu wyborczego powinna być sygnałem dla ludzi pragnących służyć Ojczyźnie, żeby zapisywać się do dwóch głównych partii. W systemie dwupartyjnym trudno jest mediom przeprowadzić podmianę szyldów partyjnych.
Np. w USA Partia Republikańska powstała ponad 100 lat temu. W takim systemie szeregowi członkowie jednej z dwóch głównych partii mogą ciągle być członkami jednej z dwóch głównych partii.
W systemie jaki mamy obecnie w Polsce, szeregowi członkowie partii są często wyrzucani razem z liderem partii przez media – poprzez wymianę jednych partii rządzących na inne.
Wobec tego czy członkowie partii zmienią lidera czy nie i tak nie będą mieli wpływu na politykę państwa. Zatem obecny system partyjny przyciąga ludzi dbających tylko o własny interes. Odpycha natomiast ludzi, którzy chcą służyć Ojczyźnie.
System dwupartyjny zachęca natomiast ludzi pragnących służyć Ojczyźnie do wstępowania to tych dwóch partii. Dzięki temu mogą zmieniać je od środka, a także mniej stanowisk przypadnie osobom o niskich motywacjach.
Jednak to nie wszystko. Nie wystarczy, by główne partie polityczne składały się w większości z osób pragnących służyć Ojczyźnie. Potrzebna jest jeszcze wiedza, żeby wiedzieć jakie decyzje są zgodne z naszym interesem.
„Solidarność” składała się w większości z ludzi o wysokich motywacjach etycznych. A rządy jakie powstały po 1989 roku sprzedały majątek narodowy za 3% do 5% wartości odtworzeniowej. Jeśli nie ma wiedzy co jest zgodne z naszym interesie a co nie,
to wystarczy niewielka ilość wrogów Ojczyny aby pociągnąć w złą stronę tych wszystkich bardzo porządnych ludzi.
Dlatego jeśli ktoś chce służyć Ojczyźnie, to nie wystarczy żeby wstąpił do partii. Trzeba się uczyć. Cybernetyka społeczna, podstawy kontrwywiadu czy makroekonomia to najpotrzebniejsze dziedziny.

Cybernetyczna analiza mechanizmów polityki pieniężnej

Zwykle mówi się, że bank centralny steruje gospodarką. Tak dokładnie, to bank centralny steruje ludźmi, w celu osiągnięcia określonych celów gospodarczych.
Sterowaniem ludźmi natomiast zajmuje się cybernetyka, więc makroekonomia musi podlegać prawom cybernetyki.
Człowiek posiadający pieniądze musi podjąć jedną lub dwie decyzje, które przyczyniają się albo do rozwoju gospodarczego, albo do kryzysu.
Pierwszą decyzją jest to czy wydać posiadane pieniądze teraz, czy może gromadzić pieniądze i wydać je w późniejszym terminie.
Jeśli ktoś zdecydował się gromadzić, to staje przed dylematem, czy schować je do skarpety, ulokować w banku czy założyć działalność gospodarczą lub kupić akcje.
W obu tych kwestiach kluczowe są rodzaje motywacji, jakie człowiekiem kierują. Bodźce ideologiczne, poznawcze, etyczne i prawne nie są w żaden sposób skorelowane z cyklami ekonomicznymi.
Ponieważ w analizie cykli ekonomicznych istotna jest składowa zmienna reakcji ludzi, te cztery rodzaje motywacji możemy pominąć, jako nie mające istotnego wpływu na cykle ekonomiczne.
Pozostają dwa rodzaje motywacji: ekonomiczne i witalne. Motywacje ekonomiczne powodują, że cykle ekonomiczne powstają.
Bodźcem ekonomicznym jest zmiana opłacalności oszczędzania. Opłacalność oszczędzania to różnica między oprocentocentowaniem depozytów a stopą inflacji.
Wyobraźmy sobie, że nie ma banku centralnego a ilość pieniędzy w obiegu jest stała. Inflacja przez dłuższy czas jest zerowa, ale w pewnym momencie popyt zaczyna lekko spadać.
Spadek popytu wywołuje reakcje przedsiębiorców. Jedni zwalniają pracowników, a inni obniżają ceny swoich produktów. Z tego powodu rośnie opłacalność oszczędzania, co motywuje następnych ludzi do powstrzymywania się
od zakupów. W błędzie jest ten, kto uważa, że skoro spada inflacja, to oprocentowanie depozytów też spada. Dzieje się dokładnie odwrotnie. Banki widząc wzrost bezrobocia, spodziewają się wzrostu ilości niespłacanych kredytów.
Taka sytuacja może spowodować straty finansowe banków. Żeby nie utracić płynności finansowej banki gromadzą rezerwy, czyli zwiększają ilość zgromadzonych depozytów, a zmniejszają ilość udzielanych kredytów. Innymi słowy podnoszą stopy procentowe.
To z kolei powoduje dalszy wzrost opłacalności oszczędzania i dalszy spadek popytu. Takie załamanie koniunktury trwa długo i ciągle postępuje, a kończy się dopiero, gdy u dostatecznie dużej ilości osób zadziałają motywacje witalne, nie pozwalające redukować wydatków poniżej kosztów wyżywienia.
Na skutek tego deflacja najpierw łagodnieje, a potem następuje odwrócenie trendu.
Widać tutaj, że interwencja państwa jest konieczna w celu zapobiegania głębokim kryzysom. Muszą jednak zostać zastosowane właściwe metody, aby ta interwencja przyniosła oczekiwany skutek.
Jedną z metod regulowania inflacji jest zmiana stóp procentowych. Banki mogą pożyczać od banku centralnego pieniądze, które są oprocentowane według ustalonej przez bank centralny stopy.
Jeśli więc stopy są obniżane, banki pożyczają więcej pieniędzy od banku centranego. Z tego powodu chwilowo przybywa pieniędzy w obiegu, co powoduje wzrost inflacji.
Obecnie panuje przekonanie, że należy stabilizować inflację na z góry zaplanowanym niskim poziomie (rzędu 2%) i należy do tego celu używać stóp procentowych. Jak już wykazaliśmy wcześniej, bodźcem ekonomicznym działającym na poszczególnych ludzi nie jest sama inflacja,
lecz różnica oprocentowania depozytów i inflacji. W czasach gdy większość pieniędzy nie była deponowana w bankach, więc ich oprocentowanie było równe zero, mozna było regulować samą inflację.
Zauważmy, że oprocentowanie w bankach polskich jest o ok. 2% większe niż w zachodnich bankach, a w dodatku mamy w Polsce deflacje, a na zachodzie, np. w USA jest inflacja. To oznacza mocne duszenie polskiej gospodarki.
Inflacja o 2-3% powinna wzrosnąć w odniesieniu do stóp procentowych, żeby stopień pobudzenia naszej gospodarki był podobny jak w gospodarkach zachdnich. Można powiedzieć, że Polska znajduje się w stanie permanentnego kryzysu z powodu nieprawidłowej polityki pieniężnej.
Mogłoby sie wydawać, że skoro inflacja jest na odpowiednim poziomie to wszystko jest w porządku, bo przecież popyt jest na odpowiednim poziomie, PKB rośnie.
Żeby zrozumieć dokładnie to zjawisko musimy przeanalizować co się dzieje po stronie podaży. Każdy kto jest zdecydowany gromadzić i pomnażać oszczędności staje przed wyborem jak je ulokować.
Czy założyć lokatę bankową czy może założyć firmę lub kupić akcje. Gdyby średnie zyski z obu tych możliwości były takie same, nikt nie chciałby inwestować w przedsiębiorstwa, z powodu wyższego ryzyka.
Dlatego minimalny zysk akceptowany przez przedsiębircę jest równy oprocentowaniu depozytów, powiększonemu o premię za ryzyko. Premia ta jest tym większa, im większe ryzyko faktycznie inwestor ponosi.
Jeśli więc urzędnicy nakładają kary na przedsiębiorców za inne zrozumienie przepisów, to skutkiem tego będą niższe płace i wyższe bezrobocie. Zwróćmy uwagę, że oprocentowanie depozytów pomniejszone o inflację jest w Polsce o 2% do 3% wyższe niż na zachodzie.
Dla porównania mediana zysku przedsiębiorstw z indeksu WIG20 odniesionego do aktualnej ceny akcji wynosi między 8,5% a 9%. Stąd wniosek, że 1/3 lub 1/4 zysku przedsiębiostw działających w Polsce, bierze się z polityki pieniężnej.
A jak to się przekłada na nasze zarobki? Jeśli założymy, że zarabiamy 5 razy mniej niż na zachodzie i bierze się to w 100% stąd, że przedsiębiorstwa w Polsce zarabiają więcej,
to obniżenie stóp procentowych o 2 % w odniesnieniu do inflacji powinno spowodować (z dużym opóźnieniem) w przybliżeniu dwukrotny wzrost zarobków i jednoczesny spadek bezrobocia. A dlaczego?
Pracownik dostaje conajwyżej 20% z tego co wypracuje, a resztę dostaje pracodawca. Przekazanie 1/4 z tej reszty pracownikowi będzie oznaczało przekazanie kolejnych 20% z tego co wypracuje, a więc pracownik dostałby dwa razy tyle.
Możnaby pomyśleć, że możemy w dowolnie mocno zwiększać inflację i obniżać stopy procentowe i w ten sposób pomagać gospodarce. Jednak im mniejsza opłacalność oszczędzania, tym większe oscylacje popytu,
a co za tym idzie wszystkie kryzysy są głębsze. Dlaczego się tak dzieje? W USA obecnie oprocentowanie depozytów jest tak niskie, że nie opłaca się oszczędzać. Jednak ludzie oszczędzają.
Oszczędzają dużo, bo bank centralny dodrukował pieniędzy żeby się popyt nie załamał. Nie robią tego z powodu motywacji ekonomicznych, bo przecież oszczędzać się nie opłaca.
Działają tu motywacje witalne, które wiążą się z obawą że kryzys powróci. Ludzie chcą mieć rezerwy finansowe, żeby mieli za co się utrzymać w razie kryzysu. Dopóki działają te bodźce witalne, inflacja jest na sensownym poziomie.
Jednak z czasem ludzie zorientują się, że tracą, a kryzys nie przychodzi. I zaczną te oszczędności wydawać, napędzając inflację. Szybkość wzrostu inflacji będzie większa w przypadku niższej opłacalności oszczędzania, bo mocniej będą działać bodźce ekonomiczne.
Wtedy bank centralny będzie musiał hamować tę szybko rosnącą inflację szybko podnosząc stopy procentowe. A to spowoduje szybsze przeregulowanie czyli załamanie koniunktury.
Obecnie w wielu krajach, w tym w USA, mamy najniższe stopy procentowe w historii. Jest więc bardzo prawdopodobne, że najbliższy kryzys w USA będzie znacznie głębszy od poprzedniego.
Warto zwrócić uwagę, że wpływ motywacji witalnych na oscylacje koniunktury byłby niższy w przypadku trudniejszego dostępu do kredytów.
Dzieje się tak dlatego, że jeśli jest trudniej o kredyt, to ludzie mają tendencje do zostawiania sobie większych oszczędności na nieprzewidziane wydatki. Może zepsuje się pralka, a może lodówka.
Gdy nadejdzie kryzys, to ludzie zwiększają swoje oszczędności o mniejszą ilość pieniędzy, bo część już mają. I stąd się bierze niższy wpływ motywacji witalnych na oscylacje koniunktury.
Taką właśnie politykę mniejszej ilości kredytów prowadzą Chiny. Stopa rezerwy obowiązkowej wykosi około 50%, co oznacza, że kredytów jest dwukrotnie mniej niż depozytów. To jest najlepsza polityka pieniężna dla kraju nacjokratycznego.
Podsumowując mamy trzy rodzaje polityki pieniężnej charakterystyczne dla trzech rodzajów krajów:
– imperia neokolonialne: niskie stopy procentowe i niska stopa rezerwy obowiązkowej (np. USA)
– neokolonie: wyższe stopy procentowe i niska stopa rezerwy obowiązkowej (np. Polska)
– kraje nacjokratyczne: wysoka stopa rezerwy obowiązkowej (np. Chiny, Indie)

Warto zwrócić uwagę, że podatek bankowy czy podatek emisyjny (dodruk pieniędzy) przyczyniają się do zmniejszenia oprocentowania depozytów w odniesieniu do inflacji.
Mają więc właściwości pobudzające gospodarkę, podczas gdy większość podatków przynosi jakąś szkodę, tzn. mamy mniej tego co opodatkowaliśmy. Jeśli opodatkujemy pracę, to mamy mniej pracy.
Jeśli opodatkujemy mieszkania to mamy mniejsze mieszkania.

Waluty lokalne a powyższe rozważania
Na ostatnim zjeździe NAI w 2015 roku był referat pana Dariusza Brzozowca na temat walut lokalnych i ich pobudzających gospodarkę właściwościach. Waluty te zostały przedstawione jako świetne rozwiązanie w każdej sytuacji.
Zobaczmy jak to się ma do powyższych rozważań. Jeśli waluta dodatkowa funkcjonuje na obszarze znacznie mniejszym od obszaru kraju, czy np. strefy euro, to taka waluta wpłynie pozytywnie na rozwój regionu, w którym funkcjonuje kosztem pozostałych regionów.
Jest to więc świetne narzędzie w przypadku, gdy centralna polityka pieniężna, jest dostosowana do jednych regionów, a nie jest dostosowana do drugich. Problem jest w tym, że polityka pieniężna niektórych krajów, np. Polski, nie jest dostosowana do żadnego regionu.
Jeśli, więc zostanie wprowadzona dodatkowa waluta na terenie całego kraju, np. Polski, to początkowo pobudzi gospodarkę i spowoduje wyższą inflację (bo jest więcej pieniędzy w obiegu). Bank centralny działający w oparciu o wadliwy algorytm wykryje wyższą inflację od planowanej.
Zacznie tę inflację hamować podnosząc stopy. Wprowadzając więc dodatkowy pieniądz doprowadzimy do sytuacji, że będzie taka sama inflacja, a wyższe stopy procentowe. Szkodliwość dla gospodarki takiej sytuacji omówiliśmy już wcześniej.
Trzeba więc wymusić na banku centralnym właściwą politykę pieniężną. Wprowadzenie prywatnego pieniądza tylko pogorszy sytuację.

Jaki system polityczny jest dla Polski najlepszy?

To czy interes społeczeństwa jest realizowany, zależy od tego, czy osoba podejmująca decyzje wie jaki jest interes społeczeństwa oraz czy chce ten interes zrealizować.
Porównajmy zatem dwa przeciwstawne systemy: monarchię i demokrację. Monarchia polega na tym, że decyzję podejmuje jedna osoba, która nie ma innych obowiązków poza podejmowaniem decyzji. Ma zatem dużo czasu na dogłębne ich przeanalizowanie i zdobywanie potrzebnej wiedzy.
Demokracja to swego rodzaju średnia arytmetyczna z pomysłów wszystkich osób. Osoby te nie mają wiele czasu na zastanowienie się jaki jest ich wspólny interes. Czują, że od każdego z nich niewiele zależy, więc nie mają potrzeby zdobywania wiedzy.
Jeśli więc monarcha jest zmotywowany do realizacji interesu państwa (w przypadku pełnienia fuknkcji dożywotnio a tym bardziej monarchii dziedzicznej raczej jest zmotywowany) to będzie go realizował lepiej niż tak pojmowana demokracja.
Będzie bowiem lepiej znał wspólny interes niż przeciętny obywatel.

Co zatem należy zrobić, aby demokracja mogła dać podobne lub lepsze rezultaty niż monarchia? Trzeba zbudować taki system, w którym zostanie podjęta najlepsza decyzja (a nie średnia z decyzji), bez względu na to w czyjej głowie powstała.
Zatem jeśli zwykły, szary obywatel wpadnie na genialny pomysł (najlepszy ze wszystkich) – powinien on być zrealizowany. W naszym systemie politycznym jest to praktycznie niemożliwe. Zwykły obywatel nie ma dostępu do mediów i dlatego nie jest w stanie przekonać 50% obywateli.
Posłowie nie chcą się z nim spotkać, bo za dużo potencjalnych wyborców przypada na jednego posła (okręgi wyborcze są bardzo duże). Podobnie jest w przypadku demokracji bezpośredniej. Bez dostępu pomysłodawcy do mediów jego pomysł nie zostanie zrealizowany.
Potrzeba zatem wyborcy możliwości kontaktu ze swoim wybrańcą. Potrzeba również aby ten wybraniec potrafił rozpoznać, który pomysł jest dobry. Do tego trzeba silnych motywacji poznawczych, silniejszych niż ideologiczne.
Potrzeba również aby wybrańcy byli zmotywowani do działania we wspólnym interesie.

Ten ostatni punkt można zrealizować na dwa sposoby: silne motywacje etyczne lub silny związek interesu własnego z interesem wspólnym. Warunków tych nie spełnia system wyborów bezpośrednich do parlamentu np. w okręgach jednomandatowych.
Wybiera się bowiem spośród ludzi których nie zna się na tyle by ocenić ich kręgosłup moralny. Posłowie dostają wysokie diety, co przyciąga ludzi o motywacjach ekonomicznych i witalnych. Związanie interesu własnego ze wspólnym jest również słabe.
Istnieje jedynie związek interesu posła z wolą wyborców, a wyborcy nie zawsze są świadomi swojego interesu.
Aby stworzyć najlepszy system dobrze by było zastosować obydwie wspomniane wceśniej metody jednocześnie, tzn. motywacje etyczne i związanie interesu własnego z interesem wspólnym. Przy okazji rządy ludzi o dominujących motywacjach etycznych przyśpieszą budowę cywilizacji łacińskiej, w której etyka jest ważniejsza od prawa. Związek z interesem wspólnym możemy osiągnąć przez bardzo dużą ilość tych wybrańców.
Motywacje etyczne najłatwiej nam jest rozpoznać u ludzi, których znamy osobiście. Dlatego powinniśmy wybierać spośród ludzi, których znamy osobiście. Wybrani przez obywateli nie powinni czerpać żadnych korzyści materialnych z zajmowanego stanowiska. Dzięki temu ludzie o niskich motywacjach zostaną zniechęceni.
Brak możliwości czerpania korzyści powinien oznaczać nie tylko brak pensji czy diety, ale również to, że decyzje poszczególnych wybrańców byłyby tajne. Dzięki temu nie dało by się ich przekupić, a wyborcy kierowaliby się wyłącznie ich poziomem etycznym,
wiedzą i motywacjami poznawczymi. Wyobraźmy sobie taki system, że wybieramy demokratycznie jednego elektora na 100 wyborców (np. w 2 do 5 mandatowych okręgach) i oni podejmują za nas wszystkie decyzje polityczne.
Jednak jeśli mamy dobry pomysł, możemy iść do swojego elektora (w końcu jest naszym sąsiadem) i go przekonać. Jeśli go przekonamy, to on może iść do posła i go przekonać. Jeden poseł byłby wybierany przez 400 elektorów (okręgi jednomandatowe) w tajnym głosowaniu.
Poseł chętnie spotkałby się z elektorem jeśli w jego okręgu byłoby ich 400. Jeśli poseł nie wysłucha pomysłu jednego z elektorów, będzie on mógł przekonać pozostałych. W końcu jest ich tylko 400. Jeśli się tak stanie, będą oni mogli odwołać posła, jeśli ten nie zmieni zdania.
Kadencja elektora powinna być dłuższa niż kadencja posła. Wybory na elektorów powinny być w zupełnie innym terminie niż wybory parlamentarne czy jakiekolwiek inne.
Poseł dostawałby pensję i jego decyzje byłyby jawne. Elektor nie dostawałby żadnych pieniędzy, a jego decyzje byłyby tajne.
Przedstawiony powyżej przykład systemu politycznego spełnia wszystkie wymienione powyżej warunki.
Przez wprowadzenie elektorów nie stracimy wpływu na władzę. Musimy jednak elektora przekonać, a nie przegłosować.