Kapitalizm czy socjalizm?

Kapitalizm czy socjalizm? Jaki system jest dla Polski najlepszy?

Przez lata PRL mieliśmy możliwość poznać wady socjalizmu, a teraz doświadczamy wad kapitalizmu z wyzyskiem, bezrobociem i niską jakością produktów spowodowaną podporządkowaniem przedsiębiorstw wartości wymiennej a nie wartości użytkowej. Podstawową zaletą kapitalizmu jest zarządzanie przedsiębiorstwem przez właściciela, który jest bardzo zmotywowany aby przedsiębiorstwo działało jak najsprawniej, ponieważ on ponosi koszty wszystkich niedoskonałości organizacyjnych. W przypadku gdy właścicielem przedsiębiorstwa jest państwo, zysk osoby zarządzającej nie zależy od zysków przedsiębiorstwa. Dlatego osoba zarządzająca jest słabiej zmotywowana do jak najsprawniejszej organizacji przedsiębiorstwa. Ponieważ właściciel prywatny kieruje się zyskiem, stara się wyszukiwać takie towary i usługi, których podaż jest niedostateczna, a cena wysoka i zaczyna ich dostarczać. Dzięki temu on może więcej zarobić, a potrzeby konsumentów dotyczące ilości towarów są bardzo dobrze zaspokojone. Ponieważ osoba zarządzająca przedsiębiorstwem państwowym nie jest zmotywowana zyskiem przedsiębiorstwa, nie ma również motywacji do produkowania takiej ilości produktów, która zaspokoiłaby potrzeby. Brak zaspokojenia potrzeb dotyczących ilości produktów objawia się nadmiernie wysoką ceną. Przykłady tego zjawiska mogliśmy obserwować w czasach PRL, kiedy bardzo opłacał się drobny handel, polegający na kupowaniu pewnych towarów w jednym kraju socjalistycznym i sprzedawaniu ich w innym kraju socjalistycznym. Przykładowo w Polsce w latach osiemdziesiątych młynek do kawy kosztował tyle, co 2000 lizaków. Można było jednak kupić w Polsce te lizaki i sprzedać je na targowisku w NRD, a tam kupić młynek do kawy za równowartość 55 lizaków czyli prawie czterdziestokrotnie taniej. Przykład ten ilustruje fakt, że w przypadku przedsiębiorstw państwowych, osoby zarządzające nie są dostatecznie zmotywowane do zaspokajania potrzeb ludzi dotyczących ilości produktów, czego objawem jest ich nadmiernie wysoka cena. Kapitalista nie dba jednak należycie o jakość produktów, ponieważ jeśli produkt się zepsuje, klient szybciej kupi nowy, co zwiększy zyski kapitalisty. Również sytuacja dla społeczeństwa jest niekorzystna, kiedy właściciel prywatny jest monopolistą. Może on wtedy wyzyskiwać swoich klientów dyktując absurdalnie wysokie ceny. Podział pieniędzy między pracodawcę a pracownika w kapitalizmie jest na ogół korzystny dla pracodawcy a nie dla pracownika – umożliwia wąskiej grupie ludzi bogacenie się w ogromnym tempie. Widzimy więc, że i kapitalizm i socjalizm mają bardzo poważne wady. Dlatego powinniśmy zadać sobie pytanie czy da się stworzyć system pozbawiony wszystkich tych wad lub przynajmniej wady te mocno zredukować?

Porównanie przedsiębiorstw w systemie kapitalistycznym i socjalistycznym. Wybór optymalnego sposobu zarządzania.

Marian Mazur podzielił funkcje osób w przedsiębiorstwie na postulatorów, optymalizatorów i realizatorów. W systemie socjalistycznym zarobki osób podejmujących decyzje są na ogół bardziej zbliżone do pensji szeregowych pracowników. Jednak postulatorzy i optymalizatorzy nie są właścicielami przedsiębiorstwa i zyski z ewentualnych lepszych decyzji przypadną komuś innemu. Dlatego przedsiębiorstwa takie mogą się rozwijać wolniej niż mogłyby, gdyby postulatorzy i optymalizatorzy byli właścicielami przedsiębiorstwa i gdyby to im przypadł zysk uzyskany dzięki wyborze przez nich lepszych celów działania lub lepszych metod realizacji celu. Z kolei system kapitalistyczny ma tę właściwość, że właściciel jest zmotywowany przy pomocy pieniądza do podejmowania najlepszych decyzji, zgodnych z jego interesem. Cel, zgodny z interesem całego społeczeństwa, to maksymalizacja sumy zarobków wszystkich pracowników przedsiębiorstwa łącznie z zyskiem jego właściciela. Celem pomocniczym jest minimalizacja różnic między maksymalną a minimalną pensją. Oznacza to, że jeśli jest wiele przypadków prowadzących do tej samej sumy pensji i zysków wszystkich osób w przedsiębiorstwie, to wybieramy z nich ten, który daje najmniejsze różnice pensji. Tymczasem celem właściciela przedsiębiorstwa jest coś zupełnie innego. Jego celem jest maksymalizacja zysków właściciela przy minimalizacji pensji pracowników. Minimalizacja pensji pracowników jest nie tylko metodą zwiększania zysków właściciela. Jeśli właściciel ma dominujące motywacje witalne, to będzie dążył nie do maksymalizacji swojego zysku, ale do osiągnięcia jak najwyższego miejsca na liście najbogatszych (walka o pozycję w stadzie). Do tego celu prowadzi chęć aby pozostałe osoby zarabiały jak najmniej, nawet jeśli on nie będzie przez to zarabiał więcej. W obecnym kapitalizmie mamy do czynienia z wieloma fuzjami przedsiębiorstw. Celem fuzji jest eliminacja wolnego rynku, po to by zawyżać ceny swoich produktów i zaniżać płace. Właściciel może dążyć do przejęcia wielu przedsiębiorstw w regionie, po to by pracownicy byli na niego skazani i by konkurencja nie zmusiła go do podniesienia płac. Taką regionalizację oligarchów obserwujemy na Ukrainie. Właściciel przedsiębiorstwa może dążyć do tajnego porozumienia między pracodawcami w danym regionie, które ma na celu wspólne ustalenie jak najniższych płac. Tymczasem właściciel ogromnych przedsiębiorstw nie jest optymalizatorem i to nie on opracowuje metody realizacji celu. Podobnie jak w socjalizmie optymalizatorzy nie są nagrodzeni za swoje rezultaty zyskiem ze zwiększenia wydajności pracy. Taki właściciel bardzo często nie jest też postulatorem. Bogaty właściciel często posiada wiele przedsiębiorstw i dla wielu z nich nie jest w stanie pełnić funkcji postulatora. Jeśli wyniki spółki są niezadowalające jego działalność zwykle ogranicza się do zmiany postulatora lub pozbyciu się nierentownej spółki. Dlatego, jeśli zysk ma motywować do lepszego zarządzania przedsiębiorstwami, to trzeba dążyć do sytuacji, gdy każdy postulator i optymalizator jest głównym beneficjentem wprowadzonych przez niego ulepszeń. Wtedy rozwój powinien być najszybszy. Nie jest to możliwe w systemie socjalistycznym, a system kapitalistyczny musi zostać bardzo przebudowany, aby to było opłacalne dla właścicieli przedsiębiorców. Aby zrealizować ten cel, należy zakazać istnienia przedsiębiorstw, w których ilość pracowników jest większa niż wielkość typowego zespołu (np. 10 osób). Wyjątkiem od tej reguły mogą być tylko spółdzielnie i takie rodzaje spółek, w których główny właściciel nie może samodzielnie podejmować decyzji. Zamiast zakazania takiej działalności można zniechęcić do niej przedsiębiorców wysokimi podatkami. W takiej sytuacji, gdy przedsiębiorca będzie miał do wyboru spółdzielnię lub podzielenie przedsiębiorstwa na dziesięcioosobowe spółki, wybierze to rozwiązanie, które według jego wyobrażenia przyniesie mu większy zysk. Jeśli więc spółdzielnie są mniej opłacalne, przedsiębiorstwa podzielą się na dziesięcioosobowe spółki, o różnych właścicielach. Dzięki temu będzie wyższa konkurencja pracodawców o pracownika, co powinno się przełożyć na wzrost płac szeregowych pracowników.

 

Jak jeszcze przeciwdziałać wyzyskowi pracowników przez pracodawców?

Rządzący państwami próbują ten problem rozwiązywać podnosząc płacę minimalną. Jednak skutkiem takiego działania jest zwiększenie szarej strefy lub wzrost bezrobocia. Warunki są bowiem takie, że pracodawcom nie opłaca się płacić więcej pracownikom. Przyjrzyjmy się zatem przyczynom takiego stanu rzeczy. Osoba, która jest pracodawcą nie jest skazana na to aby być pracodawcą. Tworzenie miejsc pracy jest dla tej osoby jedynie jedną z możliwych form inwestowania swoich oszczędności. Inne sposoby to np. trzymanie gotówki, założenie lokaty w banku, kupno obligacji lub nieruchomości. Te sposoby oszczędzania różnią się dwoma parametrami, które mają wpływ na decyzje inwestycyjne. Te parametry to przewidywany zysk z inwestycji i przewidywane ryzyko. Jak wiemy z cybernetyki decyzja zależy od wyobrażenia skutków tej decyzji. Parametry te są więc bodźcami, które działają na inwestorów (ich homeostaty). Te rodzaje inwestycji, które są obarczone większym ryzykiem, a do takich należy inwestycja w przedsiębiorstwo, będą się cieszyły zainteresowaniem tylko wtedy, gdy przewidywany zysk z inwestycji będzie większy od zysku z inwestycji o mniejszym ryzyku o pewną premię za ryzyko, która zależy od wielkości ponoszonego ryzyka.

Zatem, aby spowodować, by pracodawcy chcieli płacić swoim pracodawcom więcej, należy obniżyć poziom ryzyka ponoszony przez pracodawców, lub należy obniżyć opłacalność innego rodzaju inwestycji.

Ponieważ trzymanie pieniędzy w banku stało się normą i do pewnej dość dużej kwoty ryzyko zostało zmniejszone do zera z powodu pełnych gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, inwestycja w lokatę bankową stanowi ważną alternatywę dla inwestycji w przedsiębiorstwa. W Polsce zysk na lokacie jest porównywalny do inflacji. W krajach zachodnich takich jak USA, Niemcy czy Szwajcaria jest o około 2% niższy od inflacji. To oznacza, że przy założeniu tego samego ryzyka, w krajach tych pracodawcy są skłonni zarabiać mniej niż w Polsce o 2% zainwestowanej kwoty rocznie. To bardzo dużo, zważywszy że przy inflacji 1,6% średni zysk największych spółek giełdowych (mediana dla spółek WIG20) wyniósł w ostatnim czasie około 8,5%.. Nic więc dziwnego, że jest w Polsce tak dużo inwestorów zagranicznych. Jakie powinny być cele państwa związane z zyskiem pracodawców? Celem powinien być sprawiedliwy podział zysków między pracodawcę a pracownika. Sprawiedliwy, tzn. taki, w którym osoba nie wykonująca żadnej pracy, a tylko inwestująca kapitał nie pomnaża tego kapitału kosztem pracowników, a jedynie go zachowuje. Ponieważ zarobki rosną zazwyczaj szybciej niż ceny towarów, przeciętny zysk inwestora w przedsiębiorstwo (nie wykonującego pracy w tym przedsiębiorstwie) nie powinien być wyższy niż przeciętny przyrost zarobków. Jak można to osiągnąć? Przede wszystkim należałoby zlikwidować lichwę. Tzn. wprowadzić zasadę, że pożyczenie komuś pieniędzy na wyższy procent niż wynosi przeciętny wzrost wynagrodzeń jest zabronione. Jeśli na przykład założona inflacja wynosiła by 3-4%, a przeciętny wzrost wynagrodzeń 5%, to maksymalna wysokość odsetek i opłat jakie kredytobiorca zapłaci bankowi nie mogłaby przekroczyć 5%. Biorąc pod uwagę obecny poziom maksymalnych odsetek (10% odsetek nie licząc opłat), takie podejście wymusi spadek oprocentowania lokat do zera. Jak wpłynie to na zyski przedsiębiorstw? Zakładając inflację równą 4% , wzrost wynagrodzeń równy 2,6% ponad inflację rocznie (jak to było średnio w ciągu ostatnich 10 lat) otrzymujemy wzrost wynagrodzen rzędu 6,6% rocznie. Przy założeniu stałego ryzyka inwestowania w przedsiębiorstwa spadek oprocentowania lokat bankowych z około 1.6% do zera spowoduje po pewnym czasie spadek zysków przedsiębiorców o 1.6% z 8.5% do 6.9%. Będzie to spowodowane odpływem pieniędzy z lokat do przedsiębiorstw z powodu zmniejszenia opłacalności oszczędzania pieniędzy na lokatach. Zauważmy, że uzyskany zysk 6.9% jest już tylko o 0.3% wyższy od przeciętnego wzrostu wynagrodzeń. Dla porównania obecnie przy inflacji 1.6% i średnim wzroście wynagrodzeń 2.6% powyżej inflacji mamy 8.5%-4.2%=4.3%. Czyli przedsiębiorca zarabia średnio 4.3% powyżej inflacji. Po zmianie opłacalności oszczędzania na lokatach bankowych udało nam się zmniejszyć tę wartość do poziomu 0.3%. Wartość ta jest tak mała, że zmniejszenie jej do zera przy pomocy zmniejszania ryzyka inwestycyjnego jest bardzo realne. Aby to uczynić, należy zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia niekorzystnych okoliczności dla przedsiębiorstwa (np. niekorzystnej decyzji urzędnika, brak zapłaty za wykonane usługi) a także zmniejszyć moc jałową przedsiębiorstwa i przedsiębiorców (likwidacja składek na ZUS gdy nie ma przychodów, likwidacja zbędnej biurokacji i rekompensowanie finansowe pracodawcom kosztów koniecznej biurokracji). Wprowadzenie tak dużej różnicy między inflacją a oprocentowaniem lokat w obecnym systemie monetarnym, opartym o kreację pieniądza przez banki, doprowadziłoby od bardzo dużych oscylacji koniunktury, a więc głębokich kryzysów. Pisałem o tym wcześniej w tekście „Cybernetyczna analiza metod polityki pieniężnej”. Przedstawię niebawem inny system polityki pieniężnej, znacznie bardziej stabilny, w którym jednocześnie inflacja 4%, oprocentowanie lokat równe zero i stabilna gospodarka są realne. Aby okazało się to skuteczne musimy rozważyć również zmniejszenie opłacalności inwestowania w nieruchomości poprzez odpowiednie opodatkowanie. Opodatkowanie to musi być tak skonstruowane, aby nie zwiększało mocy jałowej rodzin z powodu posiadania mieszkań i domów, w których mieszkają i działek, na których planują wybudować swój dom. Niska opłacalność oszczędzania zmotywuje ludzi nie tylko do inwestowania w przedsiębiorstwa, ale także do wydawania pieniędzy na towary konsumpcyjne, których nie potrzebują. Warto temu przeciwdziałać wprowadzając odpowiednie opodatkowanie towarów. Towary służące zaspokajaniu podstawowych potrzeb (tzw. mocy jałowej) jak żywność i ubranka dla dzieci, nie powinny być opodatkowane. Towary inwestycyjne, powinny mieć obniżone opodatkowanie. Pozostałe towary powinny być wyżej opodatkowane.

Jak wpłynąć na poprawę jakości produktów?

Aby decyzje podejmowane przez przedsiębiorstwa były podyktowanie nie tylko zyskiem, ale i wysoką jakością produktów nie trzeba przekształcać przedsiębiorstw prywatnych w państwowe. Wystarczy zmienić system podejmowania decyzji. Obecny system podejmowania decyzji w przedsiębiorstwach nie tylko nie uwzględnia potrzeb pracowników i konsumentów, ale nie uwzględnia potrzeb małych akcjonariuszy. Jest turańskim systemem podejmowania decyzji, w którym ten kto ma najwięcej udziałów w przedsiębiorstwie narzuca swoją wolę innym akcjonariuszom, pracodawcom i konsumentom. Wyobraźmy sobie następujący system podejmowania decyzji: duzi akcjonariusze mają w sumie maksymalnie 30% głosów, mali akcjonariusze mają 35% i pracownicy lub osoby przez nich wybrane mają 35%. Przy czym głos jako mali akcjonariusze mogą mieć tylko osoby fizyczne, które nie są dużymi akcjonariuszami żadnej innej spółki. W dalszym ciągu akcjonariusze mają większą liczbę głosów niż pracownicy, więc interes akcjonariuszy będzie jak najbardziej realizowany. Jednak jeżeli przyjdzie podjąć decyzję nieetyczną, nie ma powodu, dla którego pracownicy mieli by się na nią zgadzać, skoro nie mają udziału w zyskach. Musi więc wystąpić wysoki stopień jednomyślności między akcjonariuszami, żeby przeforsować nieetyczną decyzję. W przypadku gdy połowa małych akcjonariuszy ma wysokie motywacje etyczne, decyzja nieetyczna powinna zostać zablokowana. Nawet gdy ktoś ma niskie motywacje etyczne, może głosować przeciw nieetycznej decyzji, bo też jest konsumentem. Warto zwrócić uwagę, że brak istnienia małych akcjonariuszy w takim systemie liczenia głosów spowodowałby podejmowanie decyzji przez pracowników. Można też rozważyć następujący podział głosów: 30%- duzi akcjonariusze, 30% mali akcjonariusze, 30% – pracownicy, 10% – władza lokalna lub centralna lub jeszcze inne – podobne. Gdyby większość przedsiębiorstw była takiego typu, mali akcjonariusze tych przedsiębiorstw stanowiliby faktyczny homeostat, ponieważ mieliby pod kontrolą gospodarkę. Jednak nie byłoby dobrze gdyby narzucać przedsiębiorstwom, że mają być w nich takie zasady. Kapitał, również zagraniczny, jest potrzebny i nie należy się go pozbywać. Źle jest gdy zagranica wyzyskuje krajowych pracowników, lub gdy podejmuje decyzje dotyczące całej gospodarki. Dlatego dużo lepszym sposobem wydaje się nałożenie podatku przychodowego na przedsiębiorstwa, z którego zwolnione by były przedsiębiorstwa powyższego typu, wszelkiego rodzaju spółdzielnie oraz małe przedsiębiorstwa zatrudniające np. do 10 osób. Wysokość tego podatku nie powinna być jakoś z góry określona, lecz podyktowana pożądaną ilością osób zatrudnionych przez przedsiębiorstwa zarządzane w sposób turański. Ilość ta powinna stopniowo maleć, aż osiągnie wartość np. 20% wszystkich zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Generalnie w rękach klasy średniej (homeostatu) powinno być ponad dwie trzecie gospodarki, aby homeostat miał ponad dwukrotną przewagę nad podmiotami zagranicznymi i bardzo bogatymi Polakami. Jest to związane z twierdzeniami doc. Kosseckiego. Aby narzucać komuś swoją wolę, trzeba mieć nad nim ponad dwukrotną przewagę. Oprócz zalet dotyczących jakości produktu, likwidacja turańskiego sposobu podejmowania w dużych przedsiębiorstwach może się przyczynić do budowy cywilizacji łacińskiej.

Na poprawę jakości produktów może mieć wpływ również zachęcenie ludzi przez odpowiednią propagandę, do kupowania produktów lokalnych. Sprzyja temu również wprowadzenie walut lokalnych. Przedsiębiorca jest wtedy bardziej zmotywowany do dostarczania produktów wysokiej jakości. Jeśli straci klientów z powodu niskiej jakości produktów, ciężko mu będzie znaleźć innych na drugim końcu kraju.

Co z mediami?

Działalnością medialną, a zwłaszcza telewizyjną i radiową nie powinny się zajmować zwykłe spółki, ponieważ model podejmowania w nich decyzji jest turański. Sprzyja to przekazywaniu przez nie obrazu niezgodnego z rzeczywistością, oraz bogaceniu się kosztem Polaków tzw. inwestorów zagranicznych oraz najbogatszych Polaków. Należy dążyć do tego, aby głównym rodzajem spółki, która mogłaby się zajmować mediami typu radio czy telewizja była spółdzielnia o charakterze otwartym, czyli taka, do której każdy może w dowolnym momencie przystąpić wpłacając cegiełkę nie większą niż np. 1000zł. Nie musi czekać aż znajdzie się chętny do odsprzedaży swojego udziału. Partycypowałby on w zyskach proporcjonalnie do ilości posiadanych udziałów (cegiełek). Każdy udziałowiec miałby tylko jeden głos, bez względu na ilość posiadanych udziałów. Jeśli więc jakieś radio czy telewizja prowadziłaby propagandę antynarodową, mogłaby zostać szybko przejęta kontrola nad nią przez siły narodowe.

Przydzielanie koncesji i częstotliwości radiowych i telewizyjnych przez jakąś grupę osób zwanych Krajową Radą Radiofonii i telewizji, jak to ma miejsce obecnie, nie służy budowaniu cywilizacji łacińskiej i nie służy interesowi społeczeństwa. Kryteria powinny być jednoznaczne – częstotliwości powinny być przydzielane tym podmiotom, na których decyzje ma wpływ większa liczba osób lub instytucji. Dzięki temu kontrola nad mediami przez obce kraje, jak również przez turańskich oligarchów zostanie zlikwidowana. Prawda i interes Polski nie będą musiały więc przegrywać z interasami oligarchów ani interesami obcych państw. Kontrolę nad mediami i gospodarką uzyskałaby szeroka warstwa społeczna, zwana klasą średnią.

Socjalizm dla chętnych

Główną zaletą socjalizmu jest wyższa jakość produkowanych produkowanych towarów spowodowana brakiem motywacji do osiągania zysku za wszelką cenę, a przede wszystkim za cenę jakości. Jeżeli konsumenci nie są zadowoleni z jakości produktów oferowanych przez kapitalistów, powinni mieć możliwość założenia instytucji, która będzie działała na podobnych zasadach jak ma to miejsce w socjalizmie. Przykładem takiej instytucji jest taki rodzaj spółdzielni, który sprzedaje swoje produkty wyłącznie swoim udziałowcom i pracownikom. Dopiero kiedy popyt z ich strony zostanie zaspokojony, spółdzielnia miałaby możliwość sprzedaży produktów osobom trzecim. W obecnym systemie jest to nie do pomyślenia, aby nierówno traktować osoby, które chcą kupić towar. Sprzedawanie tylko wybranym przedstawiane jest jako łamanie czyichś praw. A tymczasem jest to konieczne, aby celem spółdzielni stał się nie zysk, lecz wysoka jakość produktów. Oczywiście nie we wszystkich branżach realne jest stworzenie takiej spółdzielni. W przypadku np. branży samochodowej jest mało prawdopodobne, aby znalazła się wystarczająca ilość chętnych do założenia takiej spółdzielni. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę np. branżę spożywczą, to sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Nie trzeba bowiem ogromnej liczby członków spółdzielni, aby założyć hodowlę zwierząt na potrzeby swoich członków. Członkowie spółdzielni sami by decydowali jakie etapy produkcji ma realizować spółdzielnia, czy tylko ubój zwierząt, czy hodowlę, a może uprawę roślin służących jako pasza. Państwo powinno również objąć takie spółdzielnie specjalną opieką i nie narzucać im zbyt wiele wymagań prawnych. Nie wtrącać się co dane zwierzę je, w jakich warunkach przebywa i jak wygląda miejsce, w którym jest zabijane i przetwarzane na mięso. Wola członków spółdzielni powinna być ważniejsza od wyobrażenia ustawodawcy. W końcu produkty spółdzielni będą przeznaczone tylko dla nich. Podobne zasady można by stosować również w innych branżach.

Nie trzeba zatem wprowadzać socjalizmu, aby zlikwidować wyzysk i podnieść jakość produkowanych towarów. Można te cele w znacznym stopniu zrealizować w inny sposób. Sposób, który pozwoli nam uniknąć wad socjalizmu: pozbawienia własności prywatnych przez państwo oraz niedostatecznego zaspokojenia potrzeb społeczeństwa związanego z ilością towarów.

Advertisements

Cybernetyczna analiza mechanizmów polityki pieniężnej

Zwykle mówi się, że bank centralny steruje gospodarką. Tak dokładnie, to bank centralny steruje ludźmi, w celu osiągnięcia określonych celów gospodarczych.
Sterowaniem ludźmi natomiast zajmuje się cybernetyka, więc makroekonomia musi podlegać prawom cybernetyki.
Człowiek posiadający pieniądze musi podjąć jedną lub dwie decyzje, które przyczyniają się albo do rozwoju gospodarczego, albo do kryzysu.
Pierwszą decyzją jest to czy wydać posiadane pieniądze teraz, czy może gromadzić pieniądze i wydać je w późniejszym terminie.
Jeśli ktoś zdecydował się gromadzić, to staje przed dylematem, czy schować je do skarpety, ulokować w banku czy założyć działalność gospodarczą lub kupić akcje.
W obu tych kwestiach kluczowe są rodzaje motywacji, jakie człowiekiem kierują. Bodźce ideologiczne, poznawcze, etyczne i prawne nie są w żaden sposób skorelowane z cyklami ekonomicznymi.
Ponieważ w analizie cykli ekonomicznych istotna jest składowa zmienna reakcji ludzi, te cztery rodzaje motywacji możemy pominąć, jako nie mające istotnego wpływu na cykle ekonomiczne.
Pozostają dwa rodzaje motywacji: ekonomiczne i witalne. Motywacje ekonomiczne powodują, że cykle ekonomiczne powstają.
Bodźcem ekonomicznym jest zmiana opłacalności oszczędzania. Opłacalność oszczędzania to różnica między oprocentocentowaniem depozytów a stopą inflacji.
Wyobraźmy sobie, że nie ma banku centralnego a ilość pieniędzy w obiegu jest stała. Inflacja przez dłuższy czas jest zerowa, ale w pewnym momencie popyt zaczyna lekko spadać.
Spadek popytu wywołuje reakcje przedsiębiorców. Jedni zwalniają pracowników, a inni obniżają ceny swoich produktów. Z tego powodu rośnie opłacalność oszczędzania, co motywuje następnych ludzi do powstrzymywania się
od zakupów. W błędzie jest ten, kto uważa, że skoro spada inflacja, to oprocentowanie depozytów też spada. Dzieje się dokładnie odwrotnie. Banki widząc wzrost bezrobocia, spodziewają się wzrostu ilości niespłacanych kredytów.
Taka sytuacja może spowodować straty finansowe banków. Żeby nie utracić płynności finansowej banki gromadzą rezerwy, czyli zwiększają ilość zgromadzonych depozytów, a zmniejszają ilość udzielanych kredytów. Innymi słowy podnoszą stopy procentowe.
To z kolei powoduje dalszy wzrost opłacalności oszczędzania i dalszy spadek popytu. Takie załamanie koniunktury trwa długo i ciągle postępuje, a kończy się dopiero, gdy u dostatecznie dużej ilości osób zadziałają motywacje witalne, nie pozwalające redukować wydatków poniżej kosztów wyżywienia.
Na skutek tego deflacja najpierw łagodnieje, a potem następuje odwrócenie trendu.
Widać tutaj, że interwencja państwa jest konieczna w celu zapobiegania głębokim kryzysom. Muszą jednak zostać zastosowane właściwe metody, aby ta interwencja przyniosła oczekiwany skutek.
Jedną z metod regulowania inflacji jest zmiana stóp procentowych. Banki mogą pożyczać od banku centralnego pieniądze, które są oprocentowane według ustalonej przez bank centralny stopy.
Jeśli więc stopy są obniżane, banki pożyczają więcej pieniędzy od banku centranego. Z tego powodu chwilowo przybywa pieniędzy w obiegu, co powoduje wzrost inflacji.
Obecnie panuje przekonanie, że należy stabilizować inflację na z góry zaplanowanym niskim poziomie (rzędu 2%) i należy do tego celu używać stóp procentowych. Jak już wykazaliśmy wcześniej, bodźcem ekonomicznym działającym na poszczególnych ludzi nie jest sama inflacja,
lecz różnica oprocentowania depozytów i inflacji. W czasach gdy większość pieniędzy nie była deponowana w bankach, więc ich oprocentowanie było równe zero, mozna było regulować samą inflację.
Zauważmy, że oprocentowanie w bankach polskich jest o ok. 2% większe niż w zachodnich bankach, a w dodatku mamy w Polsce deflacje, a na zachodzie, np. w USA jest inflacja. To oznacza mocne duszenie polskiej gospodarki.
Inflacja o 2-3% powinna wzrosnąć w odniesieniu do stóp procentowych, żeby stopień pobudzenia naszej gospodarki był podobny jak w gospodarkach zachdnich. Można powiedzieć, że Polska znajduje się w stanie permanentnego kryzysu z powodu nieprawidłowej polityki pieniężnej.
Mogłoby sie wydawać, że skoro inflacja jest na odpowiednim poziomie to wszystko jest w porządku, bo przecież popyt jest na odpowiednim poziomie, PKB rośnie.
Żeby zrozumieć dokładnie to zjawisko musimy przeanalizować co się dzieje po stronie podaży. Każdy kto jest zdecydowany gromadzić i pomnażać oszczędności staje przed wyborem jak je ulokować.
Czy założyć lokatę bankową czy może założyć firmę lub kupić akcje. Gdyby średnie zyski z obu tych możliwości były takie same, nikt nie chciałby inwestować w przedsiębiorstwa, z powodu wyższego ryzyka.
Dlatego minimalny zysk akceptowany przez przedsiębircę jest równy oprocentowaniu depozytów, powiększonemu o premię za ryzyko. Premia ta jest tym większa, im większe ryzyko faktycznie inwestor ponosi.
Jeśli więc urzędnicy nakładają kary na przedsiębiorców za inne zrozumienie przepisów, to skutkiem tego będą niższe płace i wyższe bezrobocie. Zwróćmy uwagę, że oprocentowanie depozytów pomniejszone o inflację jest w Polsce o 2% do 3% wyższe niż na zachodzie.
Dla porównania mediana zysku przedsiębiorstw z indeksu WIG20 odniesionego do aktualnej ceny akcji wynosi między 8,5% a 9%. Stąd wniosek, że 1/3 lub 1/4 zysku przedsiębiostw działających w Polsce, bierze się z polityki pieniężnej.
A jak to się przekłada na nasze zarobki? Jeśli założymy, że zarabiamy 5 razy mniej niż na zachodzie i bierze się to w 100% stąd, że przedsiębiorstwa w Polsce zarabiają więcej,
to obniżenie stóp procentowych o 2 % w odniesnieniu do inflacji powinno spowodować (z dużym opóźnieniem) w przybliżeniu dwukrotny wzrost zarobków i jednoczesny spadek bezrobocia. A dlaczego?
Pracownik dostaje conajwyżej 20% z tego co wypracuje, a resztę dostaje pracodawca. Przekazanie 1/4 z tej reszty pracownikowi będzie oznaczało przekazanie kolejnych 20% z tego co wypracuje, a więc pracownik dostałby dwa razy tyle.
Możnaby pomyśleć, że możemy w dowolnie mocno zwiększać inflację i obniżać stopy procentowe i w ten sposób pomagać gospodarce. Jednak im mniejsza opłacalność oszczędzania, tym większe oscylacje popytu,
a co za tym idzie wszystkie kryzysy są głębsze. Dlaczego się tak dzieje? W USA obecnie oprocentowanie depozytów jest tak niskie, że nie opłaca się oszczędzać. Jednak ludzie oszczędzają.
Oszczędzają dużo, bo bank centralny dodrukował pieniędzy żeby się popyt nie załamał. Nie robią tego z powodu motywacji ekonomicznych, bo przecież oszczędzać się nie opłaca.
Działają tu motywacje witalne, które wiążą się z obawą że kryzys powróci. Ludzie chcą mieć rezerwy finansowe, żeby mieli za co się utrzymać w razie kryzysu. Dopóki działają te bodźce witalne, inflacja jest na sensownym poziomie.
Jednak z czasem ludzie zorientują się, że tracą, a kryzys nie przychodzi. I zaczną te oszczędności wydawać, napędzając inflację. Szybkość wzrostu inflacji będzie większa w przypadku niższej opłacalności oszczędzania, bo mocniej będą działać bodźce ekonomiczne.
Wtedy bank centralny będzie musiał hamować tę szybko rosnącą inflację szybko podnosząc stopy procentowe. A to spowoduje szybsze przeregulowanie czyli załamanie koniunktury.
Obecnie w wielu krajach, w tym w USA, mamy najniższe stopy procentowe w historii. Jest więc bardzo prawdopodobne, że najbliższy kryzys w USA będzie znacznie głębszy od poprzedniego.
Warto zwrócić uwagę, że wpływ motywacji witalnych na oscylacje koniunktury byłby niższy w przypadku trudniejszego dostępu do kredytów.
Dzieje się tak dlatego, że jeśli jest trudniej o kredyt, to ludzie mają tendencje do zostawiania sobie większych oszczędności na nieprzewidziane wydatki. Może zepsuje się pralka, a może lodówka.
Gdy nadejdzie kryzys, to ludzie zwiększają swoje oszczędności o mniejszą ilość pieniędzy, bo część już mają. I stąd się bierze niższy wpływ motywacji witalnych na oscylacje koniunktury.
Taką właśnie politykę mniejszej ilości kredytów prowadzą Chiny. Stopa rezerwy obowiązkowej wykosi około 50%, co oznacza, że kredytów jest dwukrotnie mniej niż depozytów. To jest najlepsza polityka pieniężna dla kraju nacjokratycznego.
Podsumowując mamy trzy rodzaje polityki pieniężnej charakterystyczne dla trzech rodzajów krajów:
– imperia neokolonialne: niskie stopy procentowe i niska stopa rezerwy obowiązkowej (np. USA)
– neokolonie: wyższe stopy procentowe i niska stopa rezerwy obowiązkowej (np. Polska)
– kraje nacjokratyczne: wysoka stopa rezerwy obowiązkowej (np. Chiny, Indie)

Warto zwrócić uwagę, że podatek bankowy czy podatek emisyjny (dodruk pieniędzy) przyczyniają się do zmniejszenia oprocentowania depozytów w odniesieniu do inflacji.
Mają więc właściwości pobudzające gospodarkę, podczas gdy większość podatków przynosi jakąś szkodę, tzn. mamy mniej tego co opodatkowaliśmy. Jeśli opodatkujemy pracę, to mamy mniej pracy.
Jeśli opodatkujemy mieszkania to mamy mniejsze mieszkania.

Waluty lokalne a powyższe rozważania
Na ostatnim zjeździe NAI w 2015 roku był referat pana Dariusza Brzozowca na temat walut lokalnych i ich pobudzających gospodarkę właściwościach. Waluty te zostały przedstawione jako świetne rozwiązanie w każdej sytuacji.
Zobaczmy jak to się ma do powyższych rozważań. Jeśli waluta dodatkowa funkcjonuje na obszarze znacznie mniejszym od obszaru kraju, czy np. strefy euro, to taka waluta wpłynie pozytywnie na rozwój regionu, w którym funkcjonuje kosztem pozostałych regionów.
Jest to więc świetne narzędzie w przypadku, gdy centralna polityka pieniężna, jest dostosowana do jednych regionów, a nie jest dostosowana do drugich. Problem jest w tym, że polityka pieniężna niektórych krajów, np. Polski, nie jest dostosowana do żadnego regionu.
Jeśli, więc zostanie wprowadzona dodatkowa waluta na terenie całego kraju, np. Polski, to początkowo pobudzi gospodarkę i spowoduje wyższą inflację (bo jest więcej pieniędzy w obiegu). Bank centralny działający w oparciu o wadliwy algorytm wykryje wyższą inflację od planowanej.
Zacznie tę inflację hamować podnosząc stopy. Wprowadzając więc dodatkowy pieniądz doprowadzimy do sytuacji, że będzie taka sama inflacja, a wyższe stopy procentowe. Szkodliwość dla gospodarki takiej sytuacji omówiliśmy już wcześniej.
Trzeba więc wymusić na banku centralnym właściwą politykę pieniężną. Wprowadzenie prywatnego pieniądza tylko pogorszy sytuację.